-->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ran Nishi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ran Nishi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2014

Erza x Mira

No dobra, przyznaję się, chyba nie umiem pisać takich rzeczy! ;-;
Masz zwykłe +18, to wkładasz to do tego, a tutaj?
Co ja jej tam miałam włożyć? xDD
Tomoe: Wszystko, zboczeńcu.
Sam jesteś zboczeńcem!
No cóż, trochę długo mi z tym zeszło, jest jak jest i mam nadzieję, że się spodoba.
Zamówienie zostało zrealizowanie specjalnie dla WerkiPop. Nie zabij mnie tylko! ;-; To było pierwsze yuri jakie w życiu napisałam xDD
No nic, nie rozwodząc się więcej, życzę smacznego! ;D

****
  Ostatnie promienie słońca żegnały Fiore walcząc z cieniem, który powoli wkradał się w najciemniejsze zakątki ulic. Delikatny wiatr rozwiewał włosy pewnej szkarłatnowłosej dziewczyny, która z uśmiechem przypatrywała się budynkowi, do którego zmierzała. Kilka miesięcy minęło od dnia jej ostatniej wizyty tutaj, a w końcu traktowała to miejsce jak dom. Jednak długa misja, a później jeszcze dłuższy urlop sprawiły, że nie miała okazji, by szybko tu wrócić. Tęskniła za tym miejscem, a jeszcze bardziej za swoimi przyjaciółmi, którym poświęcała praktycznie każdą swoją myśl. W końcu doszła do upragnionego wejścia do gildii i biorąc głęboki wdech otworzyła drzwi, najpierw przezornie się uchylając, na wypadek gdyby wylecieć na nią miała jakaś beczka, złamane krzesło lub pijany mag, co również dość często się zdarzało. Gdy tylko towarzystwo przebywające w środku ujrzało osobę stojącą w progu, wszelki harmider natychmiast ucichł. Wszyscy wpatrywali się w nią ze zdziwieniem lub niedowierzaniem.
-Wróciłam – szepnęła z uśmiechem, a w jej oczach czaiły się iskierki radości.
Jedno jej słowo spowodowało, że reszta wybudziła się jakby z transu. Z okrzykami radości magowie rzucili się w jej stronę pokrzykując głośno. Za chwilę zasypano ją pytaniami, prośbami o to, by opowiadała, jak podobało jej się na myśli i kto tym razem został skopany przez wielką Tytanię. Z uśmiechem odpowiadała na wszystko czując, że w końcu jest w domu. Gdy zebranym wyczerpały się pytania i wrócili do swoich zwykłych czynności, jakimi było picie i bicie, Erza usiadła przy barze, witając Mirę z uśmiechem.
-Witaj w domu – powiedziała białowłosa, lekko przechylając głowę na bok. – Chcesz może coś do picia?
-Mhm… - potaknęła Erza, a za chwilę jej oczy przybrały wyraz rozmarzenia. – I jeszcze ciasto truskawkowe gdybyś miała…
Dziewczyna ze śmiechem odwróciła się i za chwilę postawiła przed Scarlet szklankę soku pomarańczowego i pokaźnych rozmiarów kawałek ciasta.
-Może opowiedz co tam u ciebie ostatnio się działo, a ja sobie zjem – zaproponowała szkarłatnowłosa i od razu sięgnęła po małą łyżeczkę, nie odrywając wzroku od swojej nowej ofiary – truskawkowego przysmaku.
-Nic ciekawego się nie działo – odpowiedziała niebieskooka jakby trochę przygaszona. – I właśnie to jest dla mnie problem. Nic takiego się nie dzieje, ja stoję tylko przy barze i obsługuję, a chciałabym wybrać się na jakąś misję, tylko nikt nie chce iść ze mną i…
-Ja z tobą pójdę – zaproponowała Erza z pełną buzią, popijając wszystko sokiem.
-Naprawdę? – Mira jak na zawołanie ożywiła się i z nadzieją wlepiła w przyjaciółkę oczy.
Erza potaknęła na znak zgody.
-Jeśli tylko chcesz, to z chęcią z tobą pójdę.
-To ja idę wybrać misję! – Wykrzyknęła białowłosa i szybko wybiegła zza lady w kierunku tablicy ogłoszeń, podniecona jak mała dziewczynka na widok nowej lalki. Ktoś jednak nie pozwolił Erzie na długo pozostać samej.
-A Erza jak zwykle je ciasto – roześmiała się Lucy przysiadając się do niej. Już wcześniej zdążyły się przywitać.
-Muszę mieć siłę – odpowiedziała odkładając pusty talerz na bok. – Za chwilę wybieram się na misję.
-Misję? Znowu? – W głosie blondwłosej słychać było żal. W końcu, jej przyjaciółka dopiero co wróciła, a teraz znów się gdzieś wybiera…
-Nie martw się, nie na długo – rzuciła w jej stronę, widząc Mirę, która zbliżała się do niej z uśmiechem i kartką w ręce. Za chwilę też szkarłatnowłosa miała okazję zapoznać się z jej treścią. Misja nie była trudna, wystarczyło odnaleźć jakiś naszyjnik w grocie, która według wierzeń ludzi była nawiedzona. Cena jednak była dość wysoka.
-Możemy iść już dziś? – Zapytała dziewczyna, a jej oczy wyrażały taką prośbę, że Erza nie miała serca jej odmówić. Ustaliły spotkanie pod gildią za dokładnie pół godziny i Mira szybko pobiegła się spakować. Wszystkie bagaże Erzy stały pod ścianą gildii, gdyż po powrocie jeszcze nie zdążyła się rozpakować, dlatego teraz miała jeszcze trochę czasu dla siebie.
-Idziesz na misję… z Mirą? – Zapytała niepewnie Lucy, zerkając co chwilę za oddalającą się dziewczyną.
-Tak, właśnie z nią. A coś nie tak? – Zapytała ciekawie Tytania, czując w głosie przyjaciółki coś niepokojącego.
Lucy skuliła się lekko, jakby to co miała zamiar powiedzieć było jakąś wstydliwą tajemnicą.
-Bo widzisz, gdy cię nie było, trochę się działo i… - blondwłosa miała mały problem z wypowiedzeniem tego o co chodzi, jednak za chwilę zdobyła się na odwagę i wyszeptała Erzie, że podczas jej nieobecności wyszło na jaw, że Mira całkowicie nie interesuje się chłopakami.
-Czyli, że Mira jest…? – Zapytała Erza, nie kończąc, gdyż blondwłosa przytaknęła wiedząc o co jej chodzi. Zmarszczyła brwi. Rzeczywiście, nie przypominała sobie zbytnio, by przyjaciółka spotykała się z jakimś chłopakiem, a dziewczyn w jej kręgu było dość dużo, dlatego nie powinno być dla niej zbytnim zaskoczeniem, że dziewczyna ma trochę odmienną orientację. Nawet nie zauważyła jak czas szybko zleciał, podczas upominania Gray’a i Natsu, śmienia się z Lucy i pochłaniania reszty ciasta truskawkowego, które nalazła porzucone pod ladą. Już po upływie pół godziny maszerowała obok raźnie podskakującej Miry, która  nie mogła doczekać się misji. Na wyznaczone miejsce nie miały daleko, gdyż leżało ono zaledwie piętnaście kilometrów od gildii. Idąc śmiały się i wspominały dawne lata, gdy były jeszcze małymi dziewczynkami i zawsze nawzajem sobie dogryzały. Erza już ani razu nie pomyślała o nowej wiadomości usłyszanej od Lucy, jednak gdzieś w podświadomości czaiła jej się ona jak wąż, czekający tylko na właściwy moment, by zaatakować.
Gdy doszły na miejsce, ciemność ogarnęła ulice, oświetlane przez jedynie kilka latarni.
-Coś mi się wydaje, że dzisiaj nie uda nam się wykonać tej misji – mruknęła Erza sprawdzając reakcję towarzyszki.
-Nie ma sprawy! – Odpowiedziała tamta z entuzjazmem, jakby nie zwracając na to całkowicie uwagi. – To może w takim razie wynajmiemy sobie na noc pokój w jakimś hotelu?
Erza przytaknęła na zgodę i ruszyły w poszukiwaniu dogodnego miejsca na nocleg. Mimo późnej pory szybko zauważyły, że miejsce to jest pełne turystów, wszelkiego rodzaju barów, z którego co chwilę wypadali jacyś pijani mężczyźni oraz straganów z różnymi rodzajami pamiątek, ubrań, zabawek dla dzieci czy słodyczy. Miasto tętniło życiem i można było nawet stwierdzić, że jest dużo żywsze niż w ciągu dnia.
Wreszcie Erza wśród innych kolorowych neonów ujrzała jeden z napisem „Hotel Atena”, do którego szybko skierowała swoje kroki. Nie dawała po sobie tego znać, jednak dosłownie padała z nóg.
Wnętrze hotelu nie wyróżniało się niczym szczególnym, można by nawet stwierdzić, że w porównaniu do reszty odwiedzonych przez dziewczyny hoteli prezentowało się ono nadzwyczaj normalnie. Białowłosa z uśmiechem na ustach podeszła do mężczyzny siedzącego w recepcji.
-Dzień dobry – przywitała się z olśniewającym uśmiechem. – Chciałybyśmy wynająć pokój na jedną noc.
Mężczyzna odpowiedział uśmiechem i zajął się sprawdzaniem wolnych pokoi.
-Dwuosobowy? – Zapytał zaglądając przez ramię dziewczyny. –Czy nie miałyby panie nic przeciwko, gdybym oddał w ręce pań klucz do pokoju z łożem małżeńskim? Obecnie, ze względu na dużą liczbę turystów nie posiadamy żadnych pokoi dwuosobowych z oddzielnymi łóżkami.
-To chyba nie powinno stanowić problemu – odpowiedziała Mira, nie czekając na żadną reakcję ze strony towarzyszki. Już po chwili otrzymały klucz z numerem pokoju 53 i targając swoje bagaże za sobą udały się w stronę windy.
-Mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać? – Zapytała białowłosa, ciągnąc za sobą walizkę.
-Hm?
-No to, że wzięłam nam pokój z łóżkiem małżeńskim…
-Nie ma sprawy, w końcu się przyjaźnimy – stwierdziła Erza i choć próbowała wmówić sobie, że to prawda, to jej druga osobowość całkowicie się z tym nie zgadzała. Nie po tym czego się dziś dowiedziała…
Nie minęło dużo czasu nim znalazły się w pokoju. Tytania nie tracąc czasu na oglądanie się za przyjaciółką złapała rzeczy potrzebne do wieczornej toalety i obwieszczając, że zajmuje łazienkę, zamknęła się w pomieszczeniu. Przez chwilę rozpakowywała potrzebne do kąpieli kosmetyki, po czym zaczęła zdejmować z siebie kolejne warstwy ubrań. Gdy była już w samej bieliźnie, dziwny dźwięk wyrwał ją z zadumy. Nerwowo zerknęła na klamkę, która lekko się poruszyła. Już za chwilę w drzwiach stanęła Mira z własną kosmetyczką i ręcznikiem pod pachą.
-Będzie szybciej jeśli wykąpiemy się razem – stwierdziła i jak gdyby nigdy nic zaczęła się rozbierać. Gdy na niej także została sama bielizna, spojrzała na Erzę z oczekiwaniem.  –Hej, Erza! Wstydzisz się mnie?
-Nie wstydzę – odpowiedziała dzielnie szkarłatnowłosa i z zaangażowaniem zaczęła zrzucać z siebie pozostałe części garderoby, mimo że czuła, że jej policzki niemal płoną.
W końcu stojąc już zupełnie naga, zaczęła napuszczać wody do wanny w myślach przeklinając się za to, że nie zrobiła tego wcześniej. Kątem oka jednak obserwowała przyjaciółkę, która właśnie pozbyła się stanika. Jej duże piersi w miły dla oka sposób poruszały się przy każdym jej ruchu. Erza odgoniła od siebie sprośne myśli i nachyliła się, by zakręcić kurek z lecącą wodą. Wtedy właśnie znalazła się za nią Mira.
-Ale masz ładny tyłek! – Wykrzyknęła, klepiąc ją ze śmiechem w pośladki.
Szkarłatnowłosa, której twarz przypominała już dorodnego pomidora, szybko weszła do wanny. Strauss od razu ruszyła w jej ślady. Chwilkę moczyły się w wodzie przyglądając się sobie z zaciekawieniem.
-Umyję ci plecy – zaproponowała w pewnym momencie białowłosa i wyszła z wanny, by już za chwilę znaleźć się za plecami przyjaciółki. Usiadła w taki sposób, by mieć ją między nogami i nabierając na rękę trochę żelu do kąpania, zaczęła powoli myć plecy Erzy. Co chwilę zataczała koła, coraz bardziej podniecając dziewczynę siedzącą przed nią. Szkarłatnowłosa nie miała pojęcia, co się z nią dzieje, jednak nie chciała, by Mira przerywała. Podobało jej się to, mimo że trudno było jej to przyznać przed samą sobą. Jednak, gdy dłonie Miry zaczęły zbliżać się do jej piersi, Scarlet nie zaprotestowała, jednak przysunęła się do niej jeszcze bliżej. Zachęcona tym nieśmiałym znakiem, Strauss powoli złapała za jej piersi i lekko zaczęła je masować. Z ust Erzy wydobył się jęk, na co białowłosa mocno je ścisnęła.
-Chodź ze mną – mruknęła jej cicho do ucha i powoli zaczęła się podnosić. Erza poszła w jej ślady i wychodząc z wanny udała się w ślad za Mirą. Nie miała pojęcia, co teraz się stanie, jednak chciała tego.
Gdy znalazła się w pokoju, zauważyła, że przyjaciółka szpera w swoim bagażu.
-Połóż się na łóżku, unieś ręce nad głowę i zamknij oczy – poinstruowała ją, a Erza zastosowała się do polecenia. Już za chwilę poczuła, że białowłosa siada na niej okrakiem, a o skórę jej dłoni ociera się chłodna stal. To ostatnie lekko ją zaniepokoiło, dlatego otworzyła oczy, lecz widząc, że została przypięta kajdankami do łóżka, lekko się uśmiechnęła. Zapowiadało się ciekawe przedstawienie. Niebieskooka lekko się nad nią nachyliła i dobrała się do jej szyi, zmysłowo przejeżdżając po niej językiem, całując ją i przygryzając. Z ust szkarłatnowłosej znów dobył się jęk rozkoszy, który Mira od razu stłumiła przyciskając do jej otwartych ust swoje wargi. Korzystając z okazji odnalazła jej język i z zaangażowaniem zaczęła pieścić go swoim. Tytania od razu odwzajemniła pocałunek, który jednak szybko dobiegł końca. Mira powoli zjechała niżej i masując wewnętrzną stronę jej ud, zaczęła powoli ssać jej sutki, przy akompaniamencie głośnych jęków. Czując, że są już wystarczająco twarde, lekko pogłaskała ręką kobiecość Erzy.
-Jesteś cała mokra – wymruczała i już za chwilę znajdowała się między jej rozszerzonymi nogami. Językiem zaczęła pieścić jej podbrzusze oraz uda drażniąc się z nią i nie podjeżdżając nim do muszelki, która domagała się jednak jego obecności. W końcu jednak Mira zlitowała się nad przyjaciółką i lekko przejechała językiem po jej łechtaczce. Zręcznie wyczyściła ją z przezroczystego, błyszczącego płynu i z uśmiechem włożyła w Erzę dwa palce powodując u niej głośny jęk. Po chwili zaczęła poruszać nimi, przy okazji drugą ręką masując jedną z piersi dziewczyny. Dwa palce jednak okazały się dla Erzy zbyt mały wyzwaniem, gdyż już za chwilę mała dłoń Miry prawie całkowicie mieściła się w Tytani. Dziewczyna nie żałowała sobie krzyków, całkowicie nie zwracając uwagi na to, że jest środek nocy i ktoś może ich usłyszeć. Wkrótce jednak jakiś namolny gość przerwał ich pieszczoty dobijając się do drzwi, więc Mira chcąc nie chcąc musiała opuścić wygiętą w łuk towarzyszkę. Założyła na siebie puchaty szlafrok i ruszyła w stronę, z której dochodziło pukanie. Okazało się, że ich niezapowiedzianym gościem był tylko miły pan z recepcji, który trzymając w ręce butelkę szampana miał zamiar zaprosić na kolację Mirę, która bardzo mu się spodobała. Ta jedynie spojrzała na niego ironicznie i trzaskając drzwiami udała się w stronę łóżka, gdzie czekała już na nią Erza gotowa na kolejne pieszczoty, które dla niej mogłyby trwać nawet i całą noc….

sobota, 28 grudnia 2013

"Upadły Anioł" - Rogue x Lucy

A oto pierwszy mój one - shot na tym blogu specjalnie dla Ricki i Yuki. Mam wieelką nadzieję, że to co tu wybazgrałam się spodoba ^^ Zapraszam do czytania i oczywiście pozostawienia po sobie komentarza z opinią :3 
                                                   

Wielki, zielony las otaczał ją z każdej strony. Świeży zapach ściółki unosił się w powietrzu idealnie komponując się z wesołym świergotem ptaków. Tu było tak cicho i spokojnie, tu wreszcie mogła być sobą. Takie otoczenie lubiła. Choć kochała swoją gildię, to powoli zaczynały jej działać na nerwy ciągłe wrzaski, bijatyki i hulanki do rana. Chciała być po prostu w miejscu, w którym mogłaby odpocząć.
-W takim razie dziś pójdę w drugą stronę – szepnęła do siebie z uśmiechem i jednym, płynnym ruchem założyła blond włosy za ucho.
Nagle jednak dziewczynę oślepiło złociste światło, które pojawiło się na niebie. Przesłoniła dłonią oczy i spojrzała w górę. Była to jasna plama, która wyglądała trochę jak spadająca gwiazda, lecz była znacznie większa i z zawrotną prędkością zbliżała się do ziemi.
-Co do… - powiedziała zdziwiona Lucy, w tym samym momencie orientując się, że wielkie COŚ leci wprost na nią. Nie potrafiła się ruszyć, uciec, ani krzyczeć. Mogła jedynie patrzeć na ten oślepiający blask. Gdy od zderzenia dzieliły ją tylko sekundy lekko przymknęła oczy i przygotowała się na mocny cios. Nic takiego jednak nie nadeszło. Coś lekkiego obiło się o jej pierś, a później upadło u jej stóp. Bała się jednak otwierać oczy. Czyżby ta kula jeszcze do niej nie doleciała? W końcu wiedziona ciekawością uchyliła powieki i aż zakryła usta dłonią, by nie krzyknąć. Pod jej nogami leżał chłopak… nie… Anioł. Z zakrwawionymi skrzydłami i chudymi ramionami. Intuicja podpowiadała jej, że powinna na wszelki wypadek sięgnąć po klucze, lecz zignorowała ją. Mimo wszystko był… taki piękny. Klęczał, opierając dłonie na ziemi. Czarne włosy przesłaniały mu twarz. Lucy powoli klęknęła przy nim.
-Przepraszam, ale czy… czy mogę Ci jakoś pomóc?
Wtedy podniósł na nią wzrok. Nie tylko jego skrzydła były zakrwawione. Twarz poznaczona była ranami i brudem, a jego oczy wyrażały jedynie cierpienie.
-Pomóż mi – szepnął błagalnie. – Pomóż mi tam wrócić.
Próbował się podnieść, lecz oklapłe skrzydła nie pozwalały mu wstać. Usiadł na powrót i schował twarz w dłoniach. Lucy miała tak wielką chęć, by go pocieszyć, przytulić. Zrobił to za nią. Gdy wyciągnęła rękę, by złapać go za rękę on przysunął się do niej i wtulił w jej brzuch. Przez chwilę siedzieli w ciszy, którą Lucy wykorzystała na zastanowienie się. Czy to sen? Jeśli tak to nie chce, by się kończył. Chce znać zakończenie tej historii.
-Kim jesteś? – Wyszeptała w pewnym momencie wpatrując się w niewidzialny punkt znajdujący się przed nią.
-Ja? – Zapytał odwracając się i kładąc głowę na jej kolanach. W jego czarnych źrenicach dokładnie widać było niebieskie niebo, w które stronę zwrócił teraz tęskne spojrzenie. – Jestem Aniołem. A raczej byłem…
-Więc…  jesteś Upadłym Aniołem? – spytała z ciekawością, jednak od razu tego pożałowała, bo chłopak skrzywił się na jej słowa. – Dlaczego? Co się stało?


Przez chwilę patrzyli na siebie ze spokojem.  Nic nie zagłuszało ciszy panującej między nimi. Lucy spojrzała w jego oczy, które charakteryzowały się czarną pustką. Głębią bez końca. Jakby utracił coś, czego już nigdy nie odzyska. Jakby już nigdy nie miał zaznać szczęścia. Teraz zrozumiała, że ona ma go tak wiele. Ma przyjaciół, którzy kochają ją ponad życie, ma dom… W tej chwili zapragnęła oddać swoje szczęście nieznajomemu, byle tylko na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nic nie mówiąc przytuliła go tylko mocniej do siebie.
-Tam na górze – odpowiedział po chwili wahania i spojrzał w niebo – panują pewne zasady, których nie można łamać. Chyba się domyślasz, że zrobiłem coś czego nie powinienem. Największy grzech. I zostałem ukarany.
Blondwłosa przez chwilę walczyła ze sobą lecz ciekawość zwyciężyła.
-Czy… czy możesz mi powiedzieć co to za grzech? – Zapytała szeptem.
-Widzisz… każda osoba na Ziemi ma swojego Anioła Stróża. Nieważne, czy jest to osoba zwykła, czy posługująca się magią. Czuwa on nad nią i pomaga w trudnych chwilach. Ja pilnowałem pewnej dziewczyny. I tu zaczyna się mój grzech. Bo zrobiłem coś czego zrobić nie mogłem… Ja… zakochałem się w niej.
W oczach chłopaka znów ukazały się łzy, ale nie przestawał mówić. Całkowicie otworzył swoje serce przed dziewczyną.
-Ale nie żałuję, wiesz? Bo była taka piękna…
Nagle Lucy poczuła dziwne uczucie rozsadzające ją od środka. Ze strachem stwierdziła, że jest zazdrosna o dziewczynę, o której opowiada Anioł. Chciała dowiedzieć się kim ona jest. Nie rozumiała swoich uczuć. Czy można zakochać się od pierwszego wejrzenia? Czemu serce tak mocno uderzało ją w pierś, gdy widziała przed sobą tego chłopaka? Czemu czuła, jakby na zawsze mogła się zatracić w jego oczach?
-I miała takie piękne czekoladowe oczy, a jej blond włosy były tak miękkie, gdy ich dotykałem. A jej zapach mógłbym czuć już przez całe życie, ale niestety… - przerwał swoją wypowiedź i szybkim ruchem podniósł się z kolan dziewczyny, tak że znalazł się naprzeciwko niej. Zmarszczył brwi i ze zdziwieniem spojrzał jej w oczy.
-Lucy? – Zapytał z nadzieją.
Zdążyła tylko ujrzeć szeroki uśmiech na jego twarzy, a już za chwilę trzymana była w silnych ramionach chłopaka.
-Znalazłem cię – szepnął, a w jego oczach dostrzec można było iskierki szczęścia. – Wiedziałem, że cię odnajdę.
-Taa… wpadłeś na mnie i to dosłownie – odpowiedziała lekko naburmuszona lecz w głębi serca miała ochotę skakać ze szczęścia. To musiał być sen… Przecież takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. Jednak, jeśli był to sen to musiał być bardzo rzeczywisty. Stał tu przed nią. Wysoki, dobrze zbudowany, przystojny, czarnowłosy… jej ideał.
-Zaniosę do domu moją księżniczkę – rzekł w pewnym momencie, całkowicie nie zwracając uwagi na jej niezadowoloną minę. Nie miała nic przeciwko, więc w milczeniu zaniósł ją pod drzwi mieszkania. Wiedział, gdzie się ono znajduje – w końcu był z nią od urodzenia, mimo że nie zdawała sobie z tego sprawy.
Delikatnie postawił ją na ziemi, lecz gdy tylko się wyprostował, z jego skrzydeł wypadł kolejny pęk śnieżnobiałych piór. Skrzywił się z bólu.
-Idziemy do gildii – zarządziła Lucy z miną nieznoszącą sprzeciwu. – Wendy się tobą zajmie.
Spojrzał na nią z wdzięcznością, i gdy ruszyła przed siebie zatrzymał ją lekko przytulając ją od tyłu.
-Jesteś taka kochana – szepnął czule, owiewając jej szyję swym słodkim oddechem. Uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi, choć czuła, że w jej brzuchu zalęgło się stado motyli, które łaskoczą ją od środka swoimi kolorowymi skrzydłami.  Złapała go za rękę i razem ruszyli w stronę gildii Fairy Tail napawając się swoją obecnością. Gdy tylko doszli do drzwi, dziewczyna przestrzegła go, by zaraz po ich otworzeniu na wszelki wypadek się schylił. Na szczęście skorzystał z jej rady, gdyż zaraz nad jego głową przeleciało ciężkie, drewniane krzesło. Po wejściu przybyszy do gildii wszelkie rozmowy ucichły. Nikt się nie śmiał, nikt nie rozmawiał, nikt nie pił. Każdego zainteresował nieznajomy stojący w progu ich „domu” oraz jego dwa skrzydła żałośnie odstające z pleców.
-To jest mój przyjaciel – przerwała ciszę Lucy – ma na imię… ee… - przerwała uświadamiając sobie, że nawet nie zna jego imienia. Spojrzała w jego stronę szukając pomocy.
-Rogue – przedstawił się chłopak, a na jego ustach wykwitł lekki, blady śmiech. Nie wiedział jak zareaguje gildia na jego przybycie. W końcu tak bardzo różnił się od wszystkich…  Jakie więc było jego zaskoczenie, gdy nagle wszyscy po kolei ze śmiechem zaczęli wstawać i witać go z otwartymi ramionami. Wreszcie poczuł się… akceptowany.
Po paru godzinach rozmów, zabaw i opowiadania o sobie, chłopak stwierdził, że ogarnia go zmęczenie. Czuł się już o niebo lepiej, ze względu na leczniczą moc Wendy. Spojrzał na Lucy, która siedziała przy barze razem z Mirą i lekko kiwnął głową. Od razu zrozumiała co ma na myśli, szybko pożegnała się z przyjaciółką i ruszyła do wyjścia. Znów przemierzyli całą drogę trzymając się za ręce i rzucając w swoją stronę zalotne uśmiechy. Dla Lucy oczywiste było, że Rogue zamieszka z nią. Nie było innego wyjścia. Gdy dotarli do mieszkania zmierzch dawno już ogarnął ulice Fiore. Dziewczyna od razu po wejściu do mieszkania wskoczyła do wanny z gorącą wodą razem ze swoimi przemyśleniami. Czy ona wcześniej była szczęśliwa? Czym było jej wcześniejsze szczęście w porównaniu do tego? Ledwo powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem. Od kiedy to stała się taką buntowniczką? Nagle poznała jakiegoś chłopaka, zakochała się, a teraz postanowiła, że zamieszka on razem z nią. I to wszystko w jednym dniu! Nie marnując cennego czasu i ciepłej wody wyszła z wanny, owinęła się ręcznikiem i ubrała w zwiewną, białą halkę, w której zazwyczaj spała. Światła w całym domu były pogaszone lecz dobrze znała drogę do kuchni.
-Może Rogue jest głodny? – Zapytała siebie w myślach. – W końcu nie jadł nic w gildii i od samego rana…
Kiedy po omacku szła w stronę kuchni, nagle ktoś zagrodził jej drogę i przycisnął ją do ściany.
-Jednak dzisiaj mam ochotę na coś słodkiego – szepnął Rogue i oparł się o ścianę obiema rękami, tak że jej twarz znajdowała się między nimi, a ich twarze dzieliło kilka marnych centymetrów. Powoli i z czułością wpił się w jej wargi równocześnie obejmując ją w talii. Po krótkiej chwili zdziwienia jego zachłannością, Lucy z przyjemnością zaczęła oddawać namiętne pocałunki. Kiedy na chwilę się od niej odsunął jego oczy wyrażały miłość i wielkie pragnienie.
-Tyle czekałem… - szepnął, a w jego głosie bardzo wyraźnie słychać było radość. W końcu ją miał.
Nie odrywając się od siebie i nadal obdarowując czułymi pocałunkami zrobili jeden krok w bok, a potem kolejne, aż natrafili na drzwi do sypialni. Rogue jedną wolną ręką zaczął szarpać się z klamką, by otworzyć drzwi. Wpadli do niego i zahaczając nogami o mały dywanik wylądowali idealnie na łóżku. Chłopak oderwał się w końcu od jej miękkich ust i zaczął zjeżdżać coraz niżej muskając wargami jej smukłą szyję. W pewnym momencie odsunął przeszkadzające ramiączko jej białej halki. Tym razem językiem powoli przejeżdżał od ramienia do szyi, a słysząc jej pomruki zadowolenia, aż uśmiechnął się w duchu. Po chwili podniosła się do pozycji siedzącej i oplotła go w pasie nogami, tak że znalazł się między nimi. Tym razem to dziewczyna przejęła inicjatywę wkładając mu rękę pod koszulę i gładząc po umięśnionym brzuchu. Chcąc ułatwić jej zadanie ściągnął koszulkę przez głowę i już za chwilę mogła rozkoszować się widokiem jego rozgrzanego ciała. Przylgnęła do niego i zaczęła obdarowywać go krótkimi pocałunkami w okolicach szyi i torsu, czasami zaś podnosiła się i lekko przygryzała łatki jego uszu. Za każdym razem, podczas tych czułości jego plecy dopadał przyjemny dreszcz. Nie tracąc czasu zsunął drugie ramiączko halki, która powoli zaczęła zsuwać się w dół. Po chwili Lucy pomogła jej i kolejna część garderoby znalazła się na podłodze. Rogue w tym czasie też pozbył się jednej części z ubrania jaką były spodnie. Przez chwilę patrzyli na siebie, a ich pragnienie wypisane było na twarzach. Nieznajomi sobie. A już tak zakochani. Chłopak nie czekając dłużej rzucił się na Lucy jak dzikie zwierze. Chwilę siłował się z zapięciem jej stanika, ale zaraz odrzucił go w kąt pokoju. Jego oczom ukazały się pokaźnych rozmiarów piersi dziewczyny. Nie czekając na zbędne pozwolenia zaczął miętosić je w rękach, ssać i podgryzać, powodując kolejną falę jęków zadowolenia. Przy okazji gładził ręką wewnętrzną stronę jej ud powoli dobierając się do koronkowych majtek. Bez wahania pozbyli się ostatnich ubrań, które mieli na sobie i teraz już całkiem nadzy na powrót do siebie przylgnęli. Z zamkniętymi oczami na oślep szukali swoich ust. Pragnęła go z całych sił. Pragnęła, by znalazł się jeszcze bliżej. A on pragnął jej tak samo. Wreszcie spełnił prośbę, która wręcz rozsadzała jej ciało. Znalazł się w niej z taką szybkością, ze aż krzyknęła zdziwiona. Za chwilę jednak zaskoczenie ustąpiło fali rozkoszy i zadowolenia. Delektowali się tą chwilą, ich ruchy były miarowe, lecz za chwilę zaczęły stawać się coraz szybsze. Łóżko ruszało się w przód i w tył jakby za chwilę miało się rozpaść. Pokój wypełniały jego trzaski oraz krzyki i jęki dziewczyny. Poczuli, że zaraz oboje osiągną szczyt. W końcu zmęczeni lecz szczęśliwi opadli obok siebie z nadal przyspieszonymi oddechami. Wtulili się w siebie jak najmocniej potrafili.
-Kocham cię, Lucy – szepnął jej do ucha chłopak.
-Ja też cię kocham, Rogue – odpowiedziała wzruszona i pomyślała, że na takiego kogoś mogłaby czekać całą wieczność.

sobota, 16 listopada 2013

Ohayo!

Jestem Ran Nishi, czwarta już autorka na tej stronie ^^
Od tej pory możecie składać zamówienia także do mnie, żeby dać czas na naukę innym i...
Tomoe: A kiedy ty się będziesz uczyć? 
Ja...
Tomoe: Trzecia klasa gimnazjum, niedługo piszesz egzamin próbny, wzięłabyś się dziewczyno za siebie... 
W każdym razie wspólnymi siłami damy radę! Napiszę co tylko chcecie, nawet najgłupsze paringi, +18, yuri, yaoi, jestem wyjątkowo zboczonym człowiekiem...
Tomoe: To miało być krótkie... 
Staram się! Tak więc czekam na zlecenia, więcej o mnie możecie dowiedzieć się w zakładce "Mistrzowie gildii". Do zobaczenia! ^_^