-->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natuśka-chan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natuśka-chan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 grudnia 2015

Mirajne x Lisanna dla Rin

"Triumf nad życiem"
~*~
Dzisiejszego dnia nie odczuwałam chęci zabicia się. Ba! Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że nic dzisiaj nie odczuwałam. Kładę się spać, zastanawiając się co się jutro przydarzy oraz co mi wpadnie do głowy tym razem. Myślę nad moimi poprzednimi dniami i stwierdzam, że były one jedną, wielką porażką. Po pierwsze: choć parę razy próbowałam, to jednak nie skończyłam ze swoim życiem (powody to tchórzostwo oraz interwencja Mirajne), po drugie: nie zmieniłam nic, aby oddalić się od prób samobójczych.
Podczas roku moich nieustannych potyczek ze śmiercią próbowałam znajdować powody dla których warto żyć, co oddalało mnie od samobójstwa. Teraz jednak czuję pustkę i mam ochotę zniknąć z tego świata. Nie potrafię tym razem znaleźć nic, dlaczego bym tutaj miała zostać.
Przy pierwszej próbie mocno się przestraszyłam, dlatego zaczęłam wyszukiwać powody do szczęścia, by móc żyć, z drugiej zaś strony nadal mi się tego odechciewa, więc non stop próbuję popełnić samobójstwo.
Jedyny raz, kiedy byłam blisko śmierci, było dniem imprezy. Piłam wszystko, jarałam wszystko, wciągałam i połykałam wszystko. Po kolejnej wódce wszystko mi się zamazało, a obudziłam się w szpitalu, gdzie zapłakana Mirajne dziękowała Bogu, że żyję. Ja na ten temat miałam odmienne zdanie. To ogólnie było moja piąta próba samobójcza, po tym nie miałam już zahamowań. Nadal boję się momentu, w którym się zabiję, ale powoli przyzwyczajam się do tego uczucia. Nie szukam swojego szczęścia.
Drzwi do mojego pokoju uchylają się, ostry strumień światła wpada do mojego pokoju i przez szparę widzę twarz Mirajne. Uśmiecha się do mnie smutno, kiedy napotyka mój wzrok, a ja pozostaje obojętna tak jak cały czas w tym dniu.
- Jak się czujesz? - pyta cicho, bo zapewne Elfman śpi w pokoju obok.
- Nie najgorzej. - odpowiadam całkiem szczerze.
Nastaje chwila cisza i żadna z nas nie przerywa jej przez minutę. Ja nie chcę jej przerywać, a Mira nie wie co powiedzieć.
- Wiesz, chciałam sprawdzić czy już śpisz i w ogóle... - mówi, odwracając zmartwiony i z lekka speszony wzrok, ja nic nie mówię, więc Mira kontynuuje monolog. - Och, jutro mam na wcześniejszą godzinę, bo mamy dodatkową chemię. Przygotuje ci kanapki i z resztą dasz sobie radę?
- Oczywiście. - odpowiadam natychmiast, a ona życzy mi dobranoc i wycofuje się z pomieszczenia. Bardzo kochałam moją siostrę, Mire. Nawet bardziej od Elfmana. Nasza relacja zdecydowanie się różniła. Byłyśmy dla siebie nierozłączne, nie lubiłam kiedy ktoś mi ją zabierał. W tym wypadku nienawidzę połowy szkoły, ponieważ wielu chłopaków się w niej podkochuje, a dziewczyny wręcz rwą się do tego by się z nią przyjaźnić.
Nie przesypiam całej nocy i nad ranem słyszę jak Elfman wychodzi do pracy, dosłownie chwilę po nim Mira zaczyna się szykować i po godzinie wychodzi. Dopiero wtedy wstaję i ubieram się do szkoły. Idę do kuchni, gdzie szykuję sobie kawę i biorę z lodówki kawałek ciasta, przy okazji patrząc na zdjęcie naszej trójki. Skupiam się głównie na Mirze i jej pięknym uśmiechu. Ona cała jest piękna. Ma cudowne oczy, idealne kości policzkowe, kobiece rysy twarzy, śliczne włosy. Jeśli myślę nad tym, że reszta ludzi tak bezczelnie może podziwiać ją całą to jest mi naprawdę niedobrze. Jakie oni mają prawo? Jakie?! To nie jest ich własność, kiedy idzie ludzie powinni zakrywać dłońmi oczy, by jej blask nie był tak łatwo osiągalny, by ona została tylko... dla mnie.
~*~
Kiedy w końcu idę do szkoły, zamiast na lekcje udaję się na dach budynku, gdzie stoję na barierce, dzielącą mnie od upadku. Czasem siadam, wiercę się, nawet zaczynam chodzić niebezpiecznie się chwiejąc, ale głównie patrzę na dół, myśląc jak to by było gdybym się tam roztrzaskała. 
Siedzę tutaj wszystkie lekcje, aż w końcu wpada przestraszona Mira i widzi jak stoję na barierce. Przyglądam się jej dokładnie, zauważając czerwone policzki zapewne od biegu oraz rozwichrzone włosy. Wygląda tak pięknie, tak prawdziwie, uśmiecham się do niej, lecz Mira tego nie odwzajemnia, gdyż nadal jest przerażona.
- Lisanna, proszę zejdź stąd. - mówi cicho, ale jej głos drży.
- Wiesz co, wydawało mi się, że ten dzień będzie zwyczajny. - mówię kompletnie ignorując jej wcześniejszą wypowiedź, a ona tylko patrzy na mnie ze zdziwieniem oczekując kontynuacji, którą zaraz jej dam. - Ale myślę, że może być wyjątkowy, możesz tu podejść Miruś?
Moja siostra niechętnie podchodzi zaskoczona moim ciepłym i wesołym zachowaniem, a ja czuje, że to ta chwila. Chwila mojego triumfu nad życiem, światem i nad wszystkim co kiedykolwiek stąpało po tym co stworzone. Naprawdę nie wiem skąd pojawia się ta myśl, ale trafia mnie tak po prostu, tak niespodziewanie. Czuję się jak dziecko, które właśnie dostało prezent-niespodziankę. 
Kiedy w końcu znajduję się blisko mnie, kucam i kładę swoje dłonie na jej policzki. 
- Kochasz mnie? - pytam.
- Oczywiście, że tak. Lisanna cóż to za pytanie...? - Nim powie coś więcej całuje ją mocno w usta, dość szybko, by za chwilę się od niej oderwać. 
- Ja ciebie też kocham. Tylko inaczej. - Puszczam jej oczko i odbijam się nogami od barierki lecąc w dół. Słyszę jej krzyk, świst powietrza, a przez moje ciało jakby przechodzi prąd. Trwa to szybko. Jedyne co czuje przed zatraceniem to łamane kości, a w uszach przez chwilę odbija się ich trzask. Potem odpływam. Daleko. Tam, gdzie to ja triumfuje nad życiem.


~*~
Długo nic nie pisałam, a w końcu przychodzę z krótkim i dziwnym one-shotem, którego jak zawsze wstawiam bez sprawdzania ;___; #ebać
W każdym razie, jest to dziwny one shot, wena natchnęła mnie po przeczytaniu książki "Wszystkie jasne miejsca", szczerze mówiąc wątpię czy zamawiającej spodoba się fabuła. Nie ma tu praktycznie żadnych scen MiraLis po za jedną na końcu i... no cóż shocik trwa krótko, wszystko jest streszczone, a ja nie potrafię nic z siebie więcej wydobyć, ale czuje, że właśnie to opowiadanie takie powinno być, że nie potrzebuje więcej.
No cóż, standardowo przepraszam. Nie umiem pisać Yuri ani Yaoi. Po prostu przepraszam.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Edo Lucy x Lucy dla Lax-anonim

"Lucy i Lucy"
~*~
- Poznałam ją w dzieciństwie, właściwie nie wiem jak to możliwe, że się zaprzyjaźniłyśmy skoro była pięć lat starsza. Być może zachęciła nas do siebie jedyna wspólna rzecz.
"- Jestem Lucy. - Jako jedyna na placu zabaw była tylko ta dziewczynka, więc postanowiłam do niej podejść i się z nią zaprzyjaźnić. Nie zważałam na to, że była starsza i że mogła mnie odrzucić, nie chciałam być sama.
- Bardzo ładne imię. - odpowiedziała mi na to, na co wtedy bardzo się zdziwiłam. Zazwyczaj ktoś się przedstawia, jeśli ówcześnie zrobi to inna osoba, a nie komplementuje imię. 
- Dlaczego?
- Bo ja również takie mam. - Obje się roześmiałyśmy i zaczęłyśmy rozmowę."
Często się widywałyśmy, ale kiedy ona stała się doroślejsza, a ja nadal byłam dziecinna nasz kontakt nieco się urwał, kiedy ona kończyła liceum, a ja byłam w gimnazjum zaczęłyśmy się znowu trzymać. Pamiętam ją nadal doskonale. Miała takie same blond włosy jak ja, tylko o wiele krótsze, sama je przycinała, dlatego końcówki zawsze miała nierówne, ale robiła to specjalnie, jakby buntując się całemu światu. Obje miałyśmy brązowe oczy i podobne rysy twarzy, dlatego niemal każdy uznawał, że albo jesteśmy siostrami albo nawet bliźniaczkami. Mimo wszystko ja zazwyczaj ubierałam się modnie, ale jednocześnie subtelnie, ona natomiast była typową dziewczyną punk: podarte dżinsy, koszule, glany - można to było zobaczyć u niej niemal codziennie. Dopiero kiedy ja poszłam do liceum, a ona na studia zaczęłyśmy się bardziej trzymać. Szłam do niej na parę dni i chodziłyśmy na imprezy, rozmawiałyśmy i to nas zbliżyło do siebie na tyle, że w pewnym momencie zauważyłam, że to nie jest przyjaźń. Byłyśmy ze sobą tak zżyte, że kąpałyśmy się razem, spałyśmy i dzieliłyśmy się swoimi sekretami. Było to dziwne, byłyśmy z charakteru kompletnie innymi osobami. Ja: ułożona, miła, nieco przesłodzona, miałam wyidealizowane marzenia, ale potrafiłam jasno myśleć o swojej przyszłości, a ona: roztrzepana, agresywna, a do tego wulgarna, nigdy nie myślała o przyszłości i miała ją gdzieś, ale twardo stąpała po ziemi, nie wierząc w marzenia. Zupełnie inne. Jedno wydarzenie, pamiętam doskonale. To je uznaje jako przełom w naszej "przyjaźni". 
"- Jak twój chłopak Natsu? - spytała podczas, gdy obje miałyśmy już iść spać. Prawie zasypiałam, więc nie specjalnie kontaktowałam i nawet nie chciałam tego robić. Marzyłam tylko o śnie.
- Dobrze... - mruknęłam sennie.
- Jak to "dobrze"? Tylko tyle? - Uwielbiała drążyć temat. Na pewno nie było "dobrze". Są o wiele inne określenia pasujące lepiej, typu: źle, okropnie, niewystarczająco. 
- Nie jest "dobrze", ok? Po prostu przeżywamy kryzys. - powiedziałam i zawinęłam się szczelniej kołdrą. 
- Co się dzieje?
- Natsu ma do mnie problem, że częściej spędzam czas z tobą niż z nim. Posądza mnie o zdradę.
- Ty i ja?
- Tak. Powiedziałam, że to śmieszne, że ani ty ani ja nie jesteśmy lesbijkami i...
- Hola, hola! A skąd wiesz, że nią nie jestem?
- Nic mi nie mówiłaś. - Normalna dziewczyna pewnie poczułaby w tej sytuacji krępujące uczucie, a ja chciałam wiedzieć czy ja też może jestem biseksualna. 
- Bo teoretycznie nie jestem, jestem biseksualna, lubię i to i to. - odparła tylko. - No, ale do rzeczy... co z nim?
- Podejrzewa mnie, że cię z nim zdradzam. - powiedziałam, a ona na to zakryła się kołdrą, aż na głowę.
- Może niedługo zaczniesz. - pocałowała mnie w usta i najzwyczajniej w świecie położyła się obok spać. Serce kołatało mi się w piersi i przez pół nocy nie mogłam usnąć. "
Od tego momentu nasz rytm życia pozostał niezakłócony, ale we mnie nastały zmiany. Od teraz, kiedy przy niej bywałam czułam przyśpieszone bicie serca, zwłaszcza, gdy łapałyśmy się za ręce, przytulałyśmy lub była bardzo blisko. Przyłapywałam się też na tym, że idąc do niej stroiłam się bardziej niż do Natsu, chciałam by widziała we mnie ładną kobietę, by i mną mogła się zainteresować. Starałam się to podświadomie ignorować. Następne wydarzenie jest końcem naszej przyjaźni, końcem wszystkiego co dotychczas było.
"Po zerwaniu z Natsu siedziałam, płacząc na huśtawce. To ja zerwałam, bo miałam dosyć ciągłych wywodów, ale mimo to żałowałam. Natsu był kochającym i czułym chłopakiem, ale zerwałam z nim chyba tylko dlatego, że sama już nie czułam do niego nic. Być może dlatego wylewałam łzy, bo wiedziałam, że jestem suką. 
W ręku ściskałam telefon, przez którego piętnaście minut temu wysłałam sms'a do Lucy. Nie było odpowiedzi. To chyba też dlatego płakałam. Chciałam, żeby przy mnie była i przytuliła mnie do siebie. Kiedy telefon zabrzęczał w dłoni natychmiast go odblokowałam i zobaczyłam wiadomość: Jestem blisko, za minutę będę. 
I rzeczywiście. Chwilę później się pojawiła i tak jak przypuszczałam przytuliła mnie do siebie, bym mogła się wypłakać. Wysłuchała mnie w ciszy, potakując i mrucząc słowa pocieszenia. Ale... chciałam więcej.
- Kochałaś go?
- O to właśnie chodzi, zerwałam z nim, bo nic do niego nie czułam, jestem wredna!
- Wredna byś była jakbyś dalej dawała mu złudną nadzieję. - odparła pocieszająco i spojrzała mi prosto w oczy. - Teraz już nie ma przeszkód.
Wtedy po raz pierwszy naprawdę mnie pocałowała, bez zahamowań, namiętnie. Czasem wyobrażałam sobie jak ona całuje, ale myśli nie równały się z oryginałem. Całowała porywczo, zachłannie, jakby to był ostatni raz, a ja starałam się z taką samą pasją oddawać pocałunki i spijać ten słodki smak z jej ust. 
Po jakimś czasie oderwałyśmy się od siebie i uśmiechnęłyśmy, po czym nic nie mówiąc poszłyśmy do jej domu, gdzie tam jak zawsze rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się, lecz tym razem siedziałyśmy do siebie przytulone i czasem zaczynałyśmy się całować. To było wspaniałe uczucie."
Tak zaczął się nasz związek. Był on momentami burzliwy, dość często nie zgadzałyśmy się w wielu kwestiach. Z naszego związku najbardziej pamiętam jedno wspomnienie, nawet nie wiem czemu, ale wyryło mi się w mojej pamięci, choć jest dość zwyczajne. 
"Nasz związek liczył sobie rok, spacerowałyśmy właśnie w zimny, jesienny wieczór po parku jak zawsze rozmawiając i trzymając się za ręce. Ludzie patrzyli na nas dziwnie i szeptali coś do siebie, ale po roku lesbijskiego związku można do tego przywyknąć. Usiadłyśmy w końcu na ławce, a ciemność pochłonęła wszystko i nikogo już nie było na horyzoncie, wokół tylko latarnie, drzewa i my. 
- Jak myślisz co z nami będzie w przyszłości? - spytałam marzycielsko.
- Rany, jak ty lubisz myśleć w czasie przyszłym, ty myśl o tym co jest teraz, a nie później. - zbeształa mnie, na co ja poczułam się nieco urażona.
- Ty również powinnaś trochę się przejąć przyszłością. - odburknęłam, na co ona głośno westchnęła.
- W przyszłości również będziemy razem, nie ma tu nic do gadania. 
- Ej, Lu... a wiesz... ja ci często mówię co do ciebie czuje... a ty... nigdy mi chyba tego nie powiedziałaś, wiesz... Mogłabyś...? 
- Ach! Czasem mam cię dość, ty cholero! Co jest niby takiego ważnego w tych słowach, nie wystarcza ci, że ci to pokazuje?
- No, ale wiesz... fajnie jest coś takiego usłyszeć. - mruknęłam zawiedziona, na co ona nie wiadomo czemu podniosła się i wdrapała się na ławkę. - Co ty robisz? - Ona nic mi nie odpowiedziała tylko rozłożyła ramiona i nabrała głębokiego wdechu.
- KOCHAM CIĘ LUCY HEARTFILLIO I NIC TEGO NIGDY NIE ZMIENI! - Po czym jak gdyby nigdy nic usiadła obok mnie i przyciągnęła mnie do siebie, całując czubek głowy. - I co pasuje? Teraz każdy to usłyszał.
- Pasuje. - Roześmiałam się wesoło, szczęśliwa, że mam obok siebie tak wspaniałą osobę" 
I byłyśmy ze sobą dobrych parę lat, aż do wypadku. Miała tylko wyjść do pracy, jednak samochód którym jechała uległ zderzeniu ciężarówki, którą prowadził pijany kierowca. Trudno mi się było pozbierać, ale jednak w końcu jestem.
- Dziękuję pani bardzo za przeprowadzony wywiad, dzięki pani wiele milionów kobiet odnajdzie w sobie odwagę do bycia z innymi kobietami, jest pani w końcu aktorką, wzorem do naśladowania i niech wszystkie homoseksualistki wiedzą, że nie muszą już ukrywać się w domu. - mówi dziennikarka, odkładając długopis i dyktafon. Spogląda na Lucy z nieukrywanym podziwem.
- To ja dziękuję, mam nadzieję, że większość kobiet zyska odwagę i zaczną otwarcie mówić o swoich orientacjach seksualnych, to w końcu już dawno przestał być temat tabu. - odpowiada Lucy, powoli wstając za swoim gościem i odprowadza ją do drzwi. 
- Do widzenia, pani Heartfillio. Wszystkiego dobrego. 
- Do widzenia i nawzajem. - Gdy drzwi się zamykają uśmiech Lucy znika, a ona sama snuję się po domu w głąb swojego pokoju, gdzie biorąc zdjęcie ukochanej rzuca się na łóżko, a szloch wstrząsa jej ciałem. 
- Jaka szkoda, że cię tu nie ma. - mówi i ociera łzy, by znów przyodziać swoją sceniczną maskę. - Kocham cię.

~*~
Szczerze powiedziawszy nie mam pojecia jak mi to wyszło, proszę o wyrozumiałość, gdyż pierwszy raz pisałam yuri, a właściwie shoujo ai, nie mogłam się przeboleć do napisania +18, gdyż źle mi wychodzi przy zwyczajnych parach, a co dopiero tutaj. Wybacz Lax za długość, ale jak już nadmieniłam to mój pierwszy raz :C
Mam nadzieję, że choć troszkę się spodoba :C
Pozdrawiam i do następnego ! <3

sobota, 1 sierpnia 2015

Gray x Juvia dla Amanda V

"Serce jako dowód miłości" - jeśli jakaś piosenka pasuje do tego one-shota to tylko Rihanna - We found Love
~*~
Gildia Fairy Tail jak co dnia była hałaśliwa, a w środku toczyły się kłótnie i bójki, Słychać było przyjemny gwar rozmów i rozbijanych stołów, a pewna deszczowa dziewczyna stała na uboczu ledwie zauważalna i patrzyła po kolei na każdego członka Fairy Tail. Lubiła się zaszyć w jakimś kącie i w ukryciu obserwować poczynania ludzi, którzy ją otaczają. Czasami starała się przewidywać co określona osoba zrobi w danej sytuacji. Jednak ich było łatwo rozgryźć. Oczywistym było to, że wystarczy iskra, by każdy rzucił się na siebie i rozwalał wszystko co napotka na swojej drodze. 
Juvia w pewnym momencie poczuła mocny ból w okolicy lewego podbrzusza. Na jej ostatniej misji pewien mag rzucił na nią klątwę, która ugodziła ją w to miejsce. Ślad zniknął, jednak ból zdawał się rozrastać. Mimo wszystko postanowiła jak na razie nikogo nie kłopotać swoim stanem zdrowia. Uznała, że to tylko skutki uboczne ataku. 
Kiedy tylko jej obiekt westchnień postawił w gildii stopę jej cała uwaga natychmiast przeniosła się na niego. Gray pewnie maszerował w stronę baru, gdzie przysiadł i zaczął rozmawiać z Lucy. O nie! Tylko nie ona!
Podeszła do nich bezszelestnie i wyskoczyła między nimi, niemal przerażając swoją aurą wszystkich wokół.
- Rywalka w miłości! - syczała w stronę Lucy i mrożąc ją spojrzeniem. 
- O! Juvia co u ciebie? - Lucy już praktycznie nie zwracała uwagi na jej przerażającą aurę. Przyzwyczaiła się do tego, widząc to niemalże codziennie. 
- Juvia czuję się zazdrosna o panicza Graya! - powiedziała, robiąc maślane oczka w stronę jej ukochanego. Jednak jej miłość nie miała dzisiaj za dobrego humoru. Gray był wkurzony dzisiaj na całe życie i najzwyczajniej w świecie nie chciało mu się wysłuchiwać dziwnych wywodów Juvi na temat ich nieistniejącej miłości.
- Daj spokój - warknął. - To już się robi nudne.
- Juvia nie wie o co paniczowi Gray'u chodzi.
- Mam dosyć tej twojej szopki z tą całą miłością i w ogóle, dorośnij i zobacz wreszcie...
- Ej Gray, przesadzasz. - Wtrąciła się szybko Lucy, jednak on zamierzał dopiąć swego i powiedzieć jej co na ten temat myśli.
- ...zobacz wreszcie, że cię nie kocham. 
Cała gildia w jednym momencie ucichła, a słowa Graya unosiły się ciężko w powietrzu, sprawiając, że atmosfera stała się toksyczna. Nikt nie spodziewał się takich słów po Grayu, nawet on sam nie myślał, że rzeczywiście coś takiego powie. Wszyscy zaprzestali wszystkiego i wgapiali się w deszczową damę i lodowego chłopaka, którzy nadal stali naprzeciw siebie. 
Nikt nie zdążył zatrzymać Juvii, kiedy wybiegła zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Potok łez spływał po jej policzkach. Nie umiała się pohamować. Pierwsze krople wkrótce spadły na jej płaszczyk, a zaraz za nimi nastąpiła ulewa, której przyczyna biegła w stronę Akademika Fairy Hills.
~*~
Juvia nie pokazywała się w gildii i wszyscy winą obarczali Graya, który sam sobie pluł w brodę za to co wczoraj powiedział. On nie powinien jej mówić takich rzeczy, przecież ona go bardzo kochała. Co prawda nie czuł tego samego co ona, ale powinien uszanować jej uczucia i w końcu przyzwyczaić się do jej dziwacznej natury. Niemal każdy dzisiaj podchodził do niego by powiedzieć jakim jest gnojem lub mówić, że żałują Juvi takiego ukochanego. Nie odpowiadał na to zbytnio, wiedział, że na to zasłużył. Wczorajsza chwila złości przerodziła się w prawdziwe piekło. 
W tym momencie stali nad nim jego najbliżsi przyjaciele, Natsu nic nie mówił, gdyż w takich sprawach nie miał za dużego doświadczenia, jednak patrzył na niego z wyrzutem, natomiast Lucy i Erza nie przestawały niemal mówić. Kiedy jedna kończyła zdanie, druga natychmiast zaczynała, wymachując dynamicznie rękoma. Obje w tym stanie były przerażające, ale zbyt mocno martwił się o Juvie, by się tym przejąć.
- Koniec tego, Gray! - warknęła Lucy
- Masz iść do Juvi i ją przeprosić. - Dokończyła myśl Erza. Obje nie zdawały sobie nawet sprawę jak bardzo w takich chwilach są ze sobą zgrane. 
- Macie racje... - mruknął i podniósł się, by ruszyć w stronę Akademika Dziewcząt.
~*~
Juvia nie zamierzała dziś przychodzić do gildii ze względu na słabe samopoczucie. Wszystkie kości bolały ją, kiedy tylko wstała. Same przejście do łazienki zajęło jej bardzo dużo czasu, a już kiedy tam się znalazła żałowała, że zmarnowała swoją cenną siłę.
W lusterku nie poznawała samej siebie. Przed nią nie było już tej radosnej i uśmiechniętej Juvi co zazwyczaj. Jej blada cera była jeszcze bardziej bielsza, nie spała tej nocy dużo wylewając łzy, rzeczywiście, ale tak podkrążonych i przekrwionych oczu jeszcze nigdy u siebie nie widziała. Włosy jakoś dziwnie oklapły, tak jakby wyczuwały jej ból i parszywy nastrój. Sama jej mina mówiła jasno i wyraźnie, że nie najlepiej się dziś czuję. Nawet nie próbowała się uśmiechnąć. W tej sytuacji było to niewykonalne. Zdecydowała się w końcu nie iść do gildii. W końcu tam przyjaciele zaczęliby się martwić, może jeszcze niechcący by wkurzyła panicza Graya i poczułaby się jeszcze gorzej. 
Położyła się w łóżku, ale nawet to nie pomagało. Cały czas kręciła się, nie mogąc znaleźć pozycji, w której nie bolałyby ją kości i brzuch. Przyglądała się kilka miejscu w które dostała, lecz śladu nie było, pozostał tylko pulsujący ból, który paraliżował niemal jej całe ciało. 
Około południa usłyszała pukanie. Trochę się przeraziła, ale w końcu pomyślała, że może to jakaś dziewczyna z Akademika potrzebuje masła albo czegoś. Zanim wstała pukanie się nasiliło, a kiedy była tuż przy drzwiach usłyszała nieco przestraszony głos swojego ukochanego.
- Juvia jesteś tam? Ej, chciałem z tobą porozmawiać. 
- Paniczu Gray... - powiedziała słabo i cała siła z niej uleciała, padając przy drzwiach.
- Juvia?! Co się stało?! - Gray niepokoił się słysząc głośne "łup", więc w końcu ze swojej magi utworzył klucz, który dopasował do zamka i wkrótce pojawił się w pokoju Juvi. Nie spodziewał się, że tak będzie on wyglądać. Był on zwyczajny, schludny i nieco elegancki. Żyła tu jak prawdziwa księżniczka. Rozejrzał się po pokoju i zauważył ją leżącą pod ścianą. Natychmiast do niej podbiegł i biorąc na ręce zaniósł do łóżka. 
- Juvia, co ci jest? Jesteś chora? Odpowiedz.
Dziewczyna otworzyła oczy i przez chwilę tylko wpatrywała się w jego przerażone tęczówki. Zbierała myśli, nie wiedząc co tak właściwie powiedzieć, zastanawiała się co on w ogóle tu robi. Jak to możliwe, że zechciał do niej tutaj przyjść. 
- Czy panicz Gray jest zły na Juvie? - spytała cicho, lekko zachrypnięta. 
- Nie, przepraszam za wczoraj. Poniosło mnie, nie chciałem tego powiedzieć, byłem troszkę poddenerwowany. Moja wina.
- Cieszę się, że panicz Gray nie gniewa się na Juvie. - Uśmiechnęła się po raz pierwszy dzisiejszego dnia i jej twarz jakby rozjaśniła się nieco. 
- A teraz mów co ci jest?
Odpowiedziała mu cisza. Juvia postanowiła nie martwić nikogo swoim stanem zdrowia, a tym bardziej Graya. Nie chciała robić kłopotu, a już zwłaszcza nie chciała niepokoić wszystkich wokół. Cisza przeciągała się zbyt długo, w końcu Gray wstał.
- Jak chcesz. Zawołam Erze albo Gajella, może im zechcesz powiedzieć. 
- Nie! - pisnęła, co kosztowało ją sporo wysiłku. - Powiem paniczowi... - Gray zachęcony tym ukląkł znowu przy łóżku. - ale panicz musi mi obiecać, że nikomu nie powie, choćby nie wiem co.
- Nikomu oprócz uzdrowicielowi.
- Dobrze, choć Juvia uważa, że to niepotrzebne. Juvia ostatnio była na misji i tam jakiś mag, trafił Juvie jakimś zaklęciem. - Wskazała na miejsce uderzenia. - Śladu już nie ma, ale Juvie okropni boli i Juvia myśli, że to skutki uboczne zaklęcia.
- Myślę, że jeśli byłby to jakiś zwyczajny atak to już by było po wszystkim. To musi być coś poważniejszego. Chodźmy do Porlyusicy, ona na pewno będzie wiedziała co trzeba zrobić. 
Już wkrótce Gray niósł na baranach Juvie w stronę Wschodniego Lasu. Przeklinał tą starą babę, która postanowiła sobie zamieszkać tak daleko od gildii. Medyk powinien być na zawołanie, więc dlaczego do cholery to oni muszą tyle iść, by się z nią zobaczyć. 
Wkrótce tam doszli, Porlyusica jak zwykle nie miło ich przywitała, krzycząc, że nienawidzi ludzi, jednak mimo wszystko przebadała Juvie, kręcąc głową i mrucząc coś pod nosem. Usłyszała historie z jej misji oraz objawy jakie dzisiaj się u niej nasiliły i teraz przyglądała się miejscu, w którym powinien być ślad od zaklęcia.  
- Umrze. - W końcu przemówiła, jednak słowo które padło z jej ust, mogłoby nigdy z niego nie paść. Zarówno Gray jak i Juvia otworzyli ze zdziwienia buzie, a Porlyusica usiadła jak gdyby nigdy nic i westchnęła.
- Ma jeszcze parę dni życia.
- Ale jak to? Juvia nie chcę umierać, czy pani Porlyusica ma dla Juvi jakieś lekarstwo? Cokolwiek! - błagała, a po jej policzkach pociekły łzy. 
- Na wszystko jest lek do cholery! - warknął Gray, bojąc się, że nie wytrzyma i niechcący urazi dumę uzdrowicielki.
- Owszem, na to również jest lek, ale chyba nie do zdobycia. 
- Proszę mówić, znajdę wszystko co będzie potrzebne. - zapowiedział Gray.
- Na tą klątwę potrzeba eliksiru. Mam potrzebne zioła, brakuje tylko jednego składniku.
- Jakiego? 
- Serce człowieka, która kocha osobę na którą rzucono czar.
W chatce zapadła niezręczna cisza. Wszyscy dobrze wiedzieli, że Juvia miała mnóstwo przyjaciół, którzy by za nią życie oddali, ale nikt jej nie kochał romantycznym uczuciem. Zarówno Gray jak i ona sama o tym wiedzieli. To zaprzepaszczało wszelkie szanse Juvi. Przecież to niemożliwe, by ona nagle mogła rozkochać w sobie kogokolwiek. Juvia spuściła głowę, a jej niebieskie włosy zakryły jej twarz, po której łzy zaczęły żłobić swoje ślady. 
- Jest lek, który uśmierza ból podczas tej klątwy, dam ci kilka fiolek... - Porlyusica już wstawała, żeby dać jej obiecane eliksiry, ale wtedy Gray zamaszyście wstał. 
- Ile czasu? - spytał, na co uzdrowicielka spojrzała na niego zdziwiona. - Ile zostało jej czasu?
- Skoro zraniono ją przedwczoraj, czyli minęły dwa dni, więc zapewne jeszcze dwie-trzy doby, zaklęcie zabija szybko i boleśnie. - Poszła po eliksiry, a Gray objął Juvie, która nadal cicho szlochała. 
- Nie wiem jak to zrobię, ale zakocham się w tobie w ciągu tych trzech dni, rozumiesz? Zakocham się do cholery! - szeptał jej do ucha, lecz jej szloch nie ustawał.
- Nie chcę, żeby panicz Gray umierał przeze Juvie. 
Miał już coś na to odpowiedzieć, ale wtedy weszła Porlyusica i postawiła przed nimi parę flakoników eliksiru. Tłumaczyła kiedy należy ich używać i w jakich dawkach je brać. Kiedy wyszli pokierowali się w kompletnie drugą stronę niż Akademik.
- Paniczu Gray, gdzie idziemy?
- Do mojego domu.
- Jak to?
- Skoro mam się w tobie zakochać i się tobą zajmować to chcę chociaż, żebyś była u mnie w domu. - powiedział jakby to była oczywista oczywistość. 
- Juvia nie może tak po prostu, Juvia da radę.
- Nie ma gadania! Zamieszkasz u mnie, jak cię zaniosę, to pójdę do Akademika po twoje rzeczy. 
I kiedy weszli do domu Gray pokazał jej wszystkie pokoje i w końcu zaprowadził ją do swojej sypialni, oznajmiając, że będzie spał w salonie. Juvia nawet nie protestowała, kości ją bolały i nie chciała bardziej ich nadwyrężać. Gray dał Juvi eliksir i dopiero wtedy poczuła się lepiej i senniej. 
Juvia przykryta była kołdrą pod sam podbródek, a Gray siedział na łóżku obok niej i delikatnie odgarniał kosmyki włosów z twarzy.
- Wiesz Juvia... Zastanawiam się jak ludzie się zakochują.
- Juvia myśli, że to siła wyższa. - odparła, ziewając.
- A ty? Jak się we mnie zakochałaś?
- Juvia po prostu zobaczyła panicza Graya i poczuła jak jej serce szybko bije. - Jej powieki jakby się kleiły do siebie, była zmęczona i śpiąca, a chłopak wiedział, że musi ją zostawić, by mogła spać.
- Dobranoc, Juvia. - Pocałował ją w czoło, a ona uśmiechnęła się i zaraz usnęła. Poczuł, że dobrze zrobił, widząc jej uśmiech sam poczuł się szczęśliwszy.
~*~
Poprzedniego dnia ruszył po jej rzeczy do Akademika, a później zaraz poszedł spać. Następnego dnia wstał wcześnie rano i zrobił jej śniadanie. Była szczęśliwa, gdy zobaczyła zwykłe tosty i kubek herbaty. Ona naprawdę musiała go kochać, a on miał niecałe dwa dni na zakochanie się w niej. Chciał ją mocno uratować, ale zastanawiał się co zrobić, by zaczęła być dla niego kimś ważnym.
- Miłość buduje się latami. - Tak jej powiedziała w gildii Lucy, z którą zaczął na ten temat rozmowę.
- A czy można się w kimś zakochać przez jeden dzień? - spytał na to.
- Myślę, że najpierw trzeba zacząć od rozmyśleń nad tą osobą i wyliczań jej wszystkich zalet, jeśli ją dłużej znasz to nie wyliczaj tylko zalety wyglądu, ale również charakteru. Zakochać w kimś się można również w określonej atmosferze. Oglądanie gwiazd, wspólna romantyczna kolacja przy świecach albo spacer. Jest dużo możliwości, a tak w ogóle, to czemu mnie o to pytasz?
- Nieważne... - odparł i odszedł, nie zamierzając się z niczego tłumaczyć. 
Juvia była naprawdę ładną dziewczyną, dlaczego tego wcześniej nie zauważył? Może nie chciał? Może nie miał czasu? Wcześniej jego priorytetami były walki i treningi, a teraz musiał sobie poradzić z czymś bardziej kruchym. 
Mimo wszystko ona była naprawdę oszałamiająco piękna. Duże, głębokie niebieskie oczy, gługie włosy spływające falami po jej plecach, duże piersi... O Jezu, co za bóstwo siedzi teraz u niego w domu! Te rozmyślanie rzeczywiście działało na jego uczucia, gdy wyobraził sobie to jak bardzo ona jest cudowna ten obraz został mu w głowie. Powinien się przejść z nią gdzieś wieczorem, to będzie dobra okazja na zakochanie się. 
Jego serce biło szybko, gdy wchodził do swojego domu. Zdjął buty i od razu poszedł do swojego pokoju, gdzie siedziała tam Juvia i czytała książkę. Była jeszcze piękniejsza w realu. Pomimo oznak choroby, ona była naprawdę oszałamiająca. I ten jej słodki głos.
- Panicz Gray? - Odrzucały go jedynie jej słowa. Dlaczego ona zwraca się do niego jak do księcia?
- Jak się czujesz? - spytał.
- Eliksir bardzo dobrze działa, niemal nic nie czuję. - odpowiedziała jakby wszystko było w jak najlepszym porządku, choć nie było. Umierała. 
- W takim razie pomyślałem nad spacerem dzisiaj, co ty na to? 
- To wspaniały pomysł!
Zanim nadszedł wieczór siedzieli w domu i rozmawiali na różne tematy. Zdziwił się, że można było z nią normalnie pogadać, a i również dlatego, że znajdował z nią wiele wspólnych tematów do rozmów. Kiedy w końcu nastał wieczór zdecydował się wziąć ją na spacer po pięknych parkach Magnoli. 
Noc była dziś wyjątkowo ciepła i dość jasna, park był dobrze oświetlony przez lacrimy i wyglądał jak zaczarowany w ich świetle. Lucy na pewno określiłaby ten nastrój "romantycznym". Gray uznał, że będzie jeszcze lepiej jeśli złapie ją za rękę, więc szli ściskając czasem mocniej swoje dłonie. Między nimi raz na jakiś czas zalegała nieco niezręczna cisza, jednak była szybko przerywana jakimś kolejnym tematem. W końcu zdecydowali się usiąść na łące pod tęczową wiśnią, pod którą Fairy Tail zbiera się co roku, by zobaczyć jej kolorowe listki. 
Gray opowiadał Juvi, że jest tą piękny widok. Położyli się, Juvia wtuliła się w tors Graya mocno go obejmując, a on gładził jej włosy i lekko ściskał ramiona. Długo patrzyli w gwiazdy i milczeli, wsłuchując się w swoje oddechy. 
Gray musiał przyznać, że pierwszy raz coś takiego czuł, atmosfera sprawiła, że naprawdę poczuł potrzebę bliskości, a teraz również się przekonał, że z charakteru nie jest taka zła jak sądził. Bywa nieco dziwaczna, ale kiedy przełamuje się lody okazuję się, że to wspaniała dziewczyna o wrażliwym sercu. Poczuł z nią więź. Silną więź, która umacniała się z każdą jego myślą o tym, że już jej nie zobaczy, jeśli nie odda jej serca. Musiał je oddać, nie mógł teraz żyć bez niej. Ale jeśli ona czuje to samo co on, to czy jej też będzie ciężko żyć bez niego? Akurat teraz, gdy on również poczuł do niej silne uczucie. Gdyby nie ta choroba zapewne nic by między nimi nie zaiskrzyło, ale z drugiej strony, gdyby nie ta choroba mogłoby im się udać. Mieliby czas, a on może by się przekonał, że to świetna dziewczyna. Może już wcześniej coś do niej czuł. Nigdy by siebie przecież nie posądził o takie szybkie zakochiwanie się w pierwszej lepszej dziewczynie, ale jednak się stało. Nigdy czegoś takiego nie czuł. Może to nie było to, jednak myślał, że to wystarczające, by ją uratować. 
- Chyba, nawet troszkę cię kocham. - powiedział po długim milczeniu, na co Juvia zamaszyście wstała.
- Serio? - Jej oczy błyskały iskierkami szczęścia. - Czy panicz Gray mówi prawdę?
- Tak, no pewnie, że tak. - Roześmiał się, przymykając jej powieki, jednak, kiedy je otworzył nie zobaczył już szczęścia na jej twarzy, była wykrzywiona w grymasie smutku. Wstał do pozycji siedzącej, zbliżając się do niej i przejechał dłonią po jej policzku. - Hej... co jest?
- Czy to znaczy, że panicz Gray będzie chciał oddać za mnie życie? - spytała, odwracając wzrok.
- No tak, na tym polega miłość.
- Nie przyjmę go! Nie przyjmę lekarstwa, jeśli zginiesz! Wolę umrzeć! - krzyknęła i parę łez spłynęło po jej twarzy. Ujął jej twarz w dłonie i spojrzał jej prosto w oczy.
- To moje serce, zrobisz z nim co będziesz chciała. Albo przyjmiesz albo odrzucisz. - Nachylił się ku niej i złożył na jej ustach delikatny pocałunek, by zaraz potem ponowić pieszczotę i rozkoszować się oddawanymi przez nią całusami. 
Całowali się i przytulali aż do rana, łaknąc swojej bliskości. Bojąc się jutra, bojąc się śmierci. Los lubi płatać figle i łączyć ludzi wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuję, a równoznacznie najlepiej by było nie spotkać drugiej osoby. Odnaleźli siebie w najbardziej beznadziejnym miejscu i czasie. Odnaleźli siebie chwilę przed tym, gdy mają się rozstać i nosić to piętno do końca życia. To już dzisiaj. Dzisiaj, któregoś z nich spotka śmierć. 
~*~
Oboje znajdowali się u Porlyusicy. Gray przytulał Juvie, która łkała w jego tors. Wkrótce uzdrowicielka zawołała Graya do drugiego pokoju, lecz za nim odszedł chciał się pożegnać z osobą dla której oddaje życie. Zakochał się w jeden dzień. Jeden dzień. 
- Pamiętaj, że cię kocham, rozumiesz? - powiedział jej po raz kolejny, a ona przytaknęła i odwdzięczyła się również wyznaniem miłosnym. - Chce żeby moje poświęcenie nie poszło na marne, byś przeżyła i starała się wszystko jakoś skleić do kupy. Znajdź chłopaka, którego pokochasz mocniej ode mnie i miej z nim siódemkę dzieci. - Juvia na wzmiankę o dzieciach roześmiała się wesoło, jednak zaraz jej twarz przybrała smutnego wyrazu. 
- Juvia się postara, Gray. - Chłopak pocałował ją ostatni raz i odszedł do drugiego pokoju, gdzie czekała na niego Porlyusica.
- Zabieg jest dość trudny, a śmierć bolesna. Trzeba wyrwać serce zanim się zabije, gdyż potrzeba jego ostatniego tchnienia. Myśl teraz o Juvi.
- O niczym innym nie potrafię. 
- Wiesz, że twoje uczucie może nie być na tyle silne, by ją uratować, zakochałeś się w niej dosłownie przed chwilą... choć te pierwsze wrażenie często też bywa silne. 
- Nie ma zabawy bez ryzyka. - odparł i ustał na przeciw niej. Pomyślał o niej i jej ciepłym uśmiechu, a chwilę później poczuł jak jego serce jest wyrywane mu z piersi. 
~*~
Juvia płakała cały czas w oczekiwaniu na eliksir. Słysząc cichy jęk Graya wiedziała, że ten już nie żyję, ale nie poszła tam, by zobaczyć jego ciała. Za bardzo się bała, przerastała ją sama myśl, że już nie żyję. Paraliżowała ją. Wiedziała, że musi wypić eliskir, gdyż nie uszanowałaby życia swojego ukochanego, ale z drugiej strony czuła jakby to ona go zabijała i czuła, że nie przetrwa życia bez niego. 
Wkrótce pojawiła się Porlyusica z flakonikiem z czerwoną cieczą, czasem migała tam lodowato niebieska barwa. Obracała eliksir w dłoni.
- Co z...
- Jego ciało zostanie przetransportowane do Fairy Tail razem z wytłumaczeniami. Ty możesz już iść, zapewne masz dużo do przemyślenia, ale śpiesz się, zostało ci ledwie parę godzin.
- Dobrze, dziękuję, - szepnęła i schowała flakonik do kieszeni pośpiesznie, wychodząc.
~*~
- Ciociu i co dalej? - Wokół kobiety ubranej w ciemny płaszczyk o długich niebieskich włosach zgromadziła się cała dziecięca część gildii Fairy Tail. Wszyscy chcieli wiedzieć jaka jest dalsza część historii. 
- Jak to co? Zażyłam flakoniku. - powiedziała, uśmiechając się. - Przyjęłam jego serce, jego całą miłość i przeżyłam. Musiałam to zrobić, skoro zrezygnował dla mnie z największego daru. 
- Ach, jakie to piękne! - Zachwyciła się Melanie, córka Natsu i Lucy, która w tym roku miała już piętnaście lat. 
Reszta jej wtórowała z takim samym zapałem, w końcu Juvia zdecydowała się pozostawić dzieci same ze sobą i udać się do ich rodziców. Przy jednym stole siedzieli Lucy, Natsu, Erza i Jellal. Przysiadła się do nich, uśmiechając się.
- Znowu im to opowiadałaś? - spytała rozbawiona Lucy.
- Im się to chyba nigdy nie znudzi. - dopowiedziała Erza.
- Trzeba przyznać, że powstała z tego piękna historia miłosna. - rozmarzyła się blondynka.
- Masz rację, piękna. - Juvia uśmiechnęła się blado i utkwiła swój wzrok w jakimś dalekim punkcie, jakby właśnie przypominała sobie swoją miłość. 

~*~
Nie wiem czy to nadal można zaliczać do klimatu "mroczne", ale jako tako jest.
Przepraszam zamawiającą za wszystkie ewentualne rzeczy, których nie ma, które są, a nie powinny być itp. :)
Mam jeszcze tyle one-shotów.
Bardzo przepraszam za nieobecność.
Kocham i pozdrawiam~!

czwartek, 7 maja 2015

NaLu dla Nashi

"Nowa, sławna uczennica" - Zamówienie dla Nashi !
~*~
Dzień był dziś wyjątkowo upalny, zbliżał się koniec roku i uczniowie przestali przychodzić do szkoły na zajęcia, na których i tak ślęczą nad ławkami nic nie robiąc. Zamiast tego młodzież wychodziła w małych grupkach na lody, do kina, przespacerować się lub poszlajać po galeriach.
Więc dlaczego do cholery Natsu Dragneel jako jedyny siedział tutaj w tym momencie w szkole?!
Odpowiedź jest prosta, on również wagarował, ale nie raz czy dwa jak jego znajomi, on ostatnio nie chodził do szkoły miesiącami, więc nauczyciele zapowiedzieli, że jeśli nie zacznie przychodzić do szkoły i zaliczać zaległe sprawdziany to nie zda, a na dodatek wyrzucą go ze szkoły. Natsu przystał na te ofertę bo nie widziało mu się opuszczać tej budy. Znał tu wszystkich i wszyscy jego znali!
Tak więc zaliczał niemalże codziennie kolejne sprawdziany, aż w końcu jego średnia się uregulowała, lecz ten nadal musiał przychodzić.
Siedział na dachu szkoły pałaszując swoje bento, a tuż obok niego w kółku jeszcze siedzieli Gray, Gajeel, Sting i Rogue. Praktycznie każdy oprócz Rogue patrzył na niego morderczym wzrokiem.
- No i patrz, gdybyś wtedy nie wagarował, to teraz byśmy sobie wszyscy razem poszli! - Oburzał się Sting, a reszta mu przytakiwała, jedząc swoje śniadania.
- O co wam chodzi? - burknął w odpowiedzi chłopak. - Mogliście nie przychodzić, kazałem wam?
- Wypomnę ci jutro twoje słowa, gdy będziesz miał pretensję do NAS, że nie było nas w szkole i musiałeś to znosić sam! - warknął Gajeel, któremu również nie podobało się w ostatni miesiąc targanie do szkoły, bo jego przyjaciel załatwił sobie tak straszną karę.
- Ma dziś do nas dołączyć podobno jakaś nowa uczennica. - powiedział Gray dobitnie, zmieniając temat. Miał już dość tych ich kłótni, chociaż raz postanowił temu zapobiec.
- Jakaś ładna? - spytał Sting.
- A do tego chyba sławna, podobno jest wokalistką popowo-rockową.
- A jak się nazywa? - spytał Gajeel, choć jego wiedza i tak sięgała do tych najpopularniejszych oraz zespołów metalowych, więc zapewne mało prawdopodobnie by znał albo wschodzące gwiazdkę albo jakąś pomniejszą, która jeszcze nie zabłysnęła.
- Lucy, czy coś takiego. - Kiedy imię to padło, jedzenie, które w buzi miał Natsu niemal całe wylądowało na chłopakach, a winowajca sam zaczął się krztusić.
- Co ty odwalasz, parówo?! - krzyknął Gajeel, wycierając ze swojej skórzanej kurtki resztki kanapki, w jego ślady poszła reszta, bluzgając nie miłymi słowami na temat Natsu. - Naucz się trzymać żarcie w buzi, dziurawa brodo!
Lecz ten ignorował już całkowicie swoich przyjaciół, zatapiając się w myślach na temat Lucy. Miała niesamowity talent i pięła się po szczeblach kariery szybko i sprawnie, zabijając swoim urokiem i wdziękiem każdego na swojej drodze. Niemal od początku śledził jej karierę, nie wierząc, że w końcu po latach mogą się spotkać.
- Idę do kibla. - rzucił pierwsze, lepsze kłamstwo i wstał szybko, maszerując w stronę drzwi, prowadzących na dół. Zbiegając co dwa schodki w krótkim czasie dotarł na dół, postanowił pokierować się w stronę sekretariatu, tam zapewne musiała być, by dokończyć wszelkich formalności. Na pewno tak było, ponieważ wejście okupywała cała grupa uczniów, próbując przedrzeć się wzrokiem do pomieszczenia, w którym był jego cel. Nie mógł zrobić nic innego jak czekać, na to, aż Lucy wyjdzie i go rozpozna.
Czekał cierpliwie, a kiedy usłyszał dzikie okrzyki zgromadzonych wiedział, że zaraz stanie z nią twarzą w twarz. Wyobrażał sobie to spotkanie wiele razy, ale nigdy nie pomyślał, że naprawdę coś takiego może mu się przydarzyć. Szansa od losu, którą po prostu musiał wykorzystać, nie mógł pozwolić, by dziewczyna, którą kocha, przeszła mu przed nosem tak obojętnie.
Omal nie zabluźnił, gdy tak właśnie się stało, blondynka metr sześćdziesiąt minęła go, nie zwracając uwagi na innych, którzy również zdziwieni gapili się jak idzie w tylko znaną sobie stronę.
- Lucy! - krzyknął w porę, odwracając się i łapiąc za nadgarstek. Odwróciła się od niego i wreszcie miał okazję przyjrzeć jej się z bliska. Zmieniła się i to mocno, rysy dalej pozostały delikatne, jednak od czasów dzieciństwa nieco się zaostrzyły, mały nosek, duże brązowe oczy i lśniące włosy. Taką ją zapamiętał. Jak na chłopaka przystało nie mógł pominąć krągłego tyłka i piersi, które unosiły się równo z jej oddechami.
Patrzyła na niego długo i dogłębnie i nawet przez myśl mu przeszło, że nie robi tego, bo go sobie przypomina.
- Eeee... chcesz autograf? - palnęła w końcu, a Natsu poczuł, że zaczyna tonąć w odmęty ciemnej otchłani.
- N-nie pamiętasz mnie? - spytał nie tak głośno jak to miał w zwyczaju z kimś rozmawiać, czuł, że jego entuzjazm w jakiś sposób został przygaszony. Jej słowa sprawiły, że poczuł się źle i okropnie, bo on czekał. Naprawdę czekał, marząc, że takie spotkanie, kiedyś będzie miało miejsce i ona tak samo jak on będzie pamiętała po mimo upływu lat. Trzeba by być tak głupim i naiwnym jak on, by myśleć, że super gwiazda taka jak ona kiedykolwiek choćby na chwilę usiądzie i w zadumie wspomni sobie tego głośnego smarkacza z podwórka.
- Natsu! - warknęła, któraś z jego koleżanek, nie zwracając nawet na nią zbytniej uwagi. - Zachowuj się! Lucy u nas chcę cię poczuć jak w normalnej szkoły! - Po zadaniu ciosu w łeb już wiedział, że to na pewno Erza Scarlet, przewodnicząca szkoły i strasznie uciążliwa osoba. - Idź i lepiej poucz się na zajęcie. - Pod naporem spojrzenia swojej okropnie przerażającej przyjaciółki w końcu puścił rękę blondynki i nie zaszczycając nikogo spojrzeniem wsadził ręce w kieszenie i udał się na górę do swoich kolegów.
Nie spodziewał się, że to wszystko się tak potoczy. Niedługo cała szkoła będzie gadała, że jest nieszczęśliwie zakochany w super gwieździe. Lecz czy tak nie było? Nie. On był nieszczęśliwie zakochany w Lucy, a nie żadnej "super gwieździe". Nie potrafił zrozumieć dlaczego choćby nie spojrzała na niego i nie palnęła, czegoś w stylu "O! To ty byłeś tym dzieciakiem z sąsiedztwa!". Miałby jakiś punkt zaczepny, wiedziałby, że jednak w jakimś stopniu musiał coś dla niej znaczyć, że pamięta go jako sąsiada, mógłby wtedy dać radę rozwinąć z nią znajomość, lecz teraz nie ma szans. Musiałby zaczynać od podstaw, a jak miałby zaimponować sławnej piosenkarce? W tym momencie, w którym ona go nawet nie kojarzy nie chciał się za nić brać. Najlepiej w ogóle skoczyłby z mostu.
"O tak, Natsu! Najlepiej potnij się mydłem.", warknął do siebie w myślach, karcąc się, za wzmiankę o samobójstwie.
Już wiedział, że do końca dnia będzie miał parszywy humor, który oczywiście mógłby odmienić nagłe przebudzenie Lucy i zrozumienie kim jest Natsu, na co raczej nie mógł szybko liczyć. Musiałby z nią porozmawiać, ale kiedy? Skoro przy sekretariacie stał tłum ludzi, to co będzie później, jakieś dziewczyny się z nią zaprzyjaźnią i od tego momentu już w ogóle nie będą mogli pogadać! Przecież płeć piękna chodzi nawet razem do łazienki!
Znalazł się wkrótce na dachu, jednak niepotrzebnie tutaj wchodził, gdyż, kiedy tylko postawił na nim swój pierwszy krok zadzwonił dzwonek, jego przyjaciele zebrali się z miejsca i pomaszerowali na lekcję łącznie z nim i jego złym humorem, który popsuł się przez zbędny wysiłek jeszcze bardziej.
Oczywiście na tym nie skończył się pechowy dzień, okazało się, że jego idolko-ukochana jest w tej samej klasie, już wkrótce stanęła przed jego kolegami i koleżankami w całej okazałości, przedstawiając się skromnie i siadając chyba jak najdalej możliwe od niego. Dlaczego to koło niego nie ma wolnych miejsc? Niemal od razu ujrzał jak większość płci męskiej przygląda się popularnej i seksownej Lucy, jego Lucy. Nawet Laxus siedzący akurat za nią zaczął z nią cichą rozmowę, by nauczyciel nie usłyszał. Miał ochotę zabić wszystkich facetów i lesbijki (o ile jakieś są) z jego klasy.
Lekcja wlokła się w nieskończoność, cały czas wgapiał się w blondynkę, która czasem również odwrócił wzrok w jego stronę, wtedy cieszył się jak oszalały, choć w głębi zdawał sobie sprawę, że pewnie to dlatego, że uważa go za wariata.
Dzień mijał mu tak jakby jakaś siła wyższa ulokowała sobie go za cel, chcąc sprawdzać ile jest w stanie wytrzymać. Koledzy denerwowali go dalej, że przez niego tutaj siedzą, nauczyciele grozili nie zdaniem, pomimo tego, że zarówno on jak i oni doskonale wiedzieli, że tak na pewno się nie stanie, gdyż ma czystą kartę.
Dopiero po lekcjach postanowił sprawdzić telefon, zastanawiając się czy na weekend nie dostał jakichś propozycji na imprezę. Zazwyczaj ktoś z ich klasy zawsze informował o nadchodzących wydarzeniach, na które warto wyjść.
Zamiast zaproszenia, zobaczył wiadomość od nieznanego numeru, który napisał około parę minut po przerwie na lunch.
"Chcesz się spotkać i wyjaśnić parę spraw? 
L."
Niemal po pierwszym słowie odkrył, że to musiała być Lucy! Ale jak dawno to pisała. Nie miał czasu na chwilę chwały i zaraz zabrał się na napisanie odpowiedzi. Oczywiście, że chciał i wybrał plac zabaw, na którym się bawili. Niemal natychmiast otrzymał odpowiedzi z pozytywną odpowiedzią i godziną spotkania.
W tym parszywym dniu przytrafiło mu się największe szczęście we wszechświecie. Nareszcie będzie mógł wyjaśnić jej wszystko i przypomnieć o sobie. Ona na pewno go pamięta, tylko jeszcze o tym nie wie!
~*~
Na spotkanie szykował się półtorej godziny przed, chcąc wygląda doskonale, aczkolwiek, rzucając ostatnie spojrzenie nie czuł się wcale idealnie. Wyszedł z bloku, przechadzając się chodnikiem między szarymi budynkami. Drogę na plac zabaw wyryta była w jego pamięci już chyba na stałe. W pewnych momentach wiedział ile kroków do zakrętu lub co zaraz pojawi się na horyzoncie. W dzieciństwie tak często tu przychodził, a i później bo trudno mu było przyjąć stratę przyjaciółki. Lucy była dla niego niesamowicie ważną osobą, pomimo, że znali się tylko za czasów dzieciństwa, później nagła przeprowadzka szybko rozerwała ich znajomość. Dalej mógł ją tylko obserwować za szklanym ekranem, daleko od jej ciepła i miłych słów, którymi go raczyła, gdy się spotykali.
Wkrótce widział już ich stary plac zabaw. Farba niemal poschodziła z wszystkich atrakcji i pozostały tylko nieprzyjemne dla oka resztki, zardzewiała bujaczka skrzypiała pod wpływem jakiegokolwiek ruchu, a w tym wypadku była to Lucy, która nie zważała na jej lamenty i zahipnotyzowana, bujała odbijała się lekko nogami o ziemię. 
Zauważyła chłopaka, dopiero, gdy ten wszedł na teren placu i podszedł nieco bliżej niej, usiadł na huśtawce obok i niewyraźnie się przywitał.
- Natsu, tak?
Kiwnął głową, nie wiedzieć czemu ale był taki napalony, gdy tu szedł, a teraz ona jakby go zgasiła. Nie potrafił ułożyć w głowie żadnych sensowych zdań, wydawały mu się teraz bez sensu, jakby miały wszystko zepsuć. Starał się delikatnie dobierać w głowie kolejne wytłumaczenie, które nie zniszczyłoby tej kruchej nici porozumienia jaka się między nimi nawiązała. W końcu Lucy powinna była go uznać za wariata, a dała mu drugą szansę na wyjaśnienie, ona chyba zawsze była wyrozumiała w stosunku nawet do nieznanych ludzi.
- Słyszałam, że nie jesteś typem, który ściemia, więc postanowiłam dać ci chwilę na wytłumaczenie, może jesteś moim fanem i cię nie poznaję, a może kiedyś się spotkaliśmy i powinnam cię znać.
- Powinnaś. - powtórzył i poczuł jak wszystkie kruche wyjaśnienia tłuką się w jego głowie, niczym szkło. Teraz nic nie miało znaczenia. Jego męska duma ucierpiała i chyba teraz już nie miało dla niego znaczenia co powie i jak bardzo narazi ich znajomość, a co równie ważne swój honor. Słowa po prostu płynęły z jego ust. - Kobieto! Czekałem na ciebie sześć lat, mając nadzieję, że kiedyś sobie o mnie przypomnisz i wrócisz! A ty się tak bezczelnie pojawiasz i mówisz "znamy się?"! SZEŚĆ LAT! Kurde, jestem psychiczny, wiesz? Jak można czekać na przyjaciółkę z dzieciństwa sześć lat! Pewnie bym czekał jeszcze dłużej, gdybyś się nie pojawiła!
Patrzyła na niego zdziwiona, nie mogąc uwierzyć w jego słowa, on naprawdę musiał ją znać, a co w tym wszystkim było najlepsze ona również zaczęła coś kojarzyć.
- Przyjaciółka z dzieciństwa? - szepnęła, bojąc się, że zaraz może znowu wybuchnąć.
On chyba jednak już miał dosyć tych wyznań, jedynie kiwnął głową i spuścił ją, opierając się łokciami o kolana i pochylając się delikatnie. Rozejrzała się po otoczeniu, zdając sobie sprawę, że plac zabaw jest znajomy, tak samo jak bloki naokoło nich. No tak! To tutaj mieszkała, a w tym miejscu przychodziła się bawić, zawsze obok niej był ten zabawny i kochany chłopczyk o różowych włosach, miał na imię...
- Natsu! - wykrzyknęła, a chłopak podniósł na nią zdziwiony wzrok. - Pamiętam! Jeju! To ty! A ty na mnie? Ojej, ja naprawdę, prze...
Nie zdążyła dokończyć, chłopak zrobił coś niespodziewanego, niemal cała zalała się soczystym rumieńcem, gdy jego wargi spoczęły na jej. Delikatnie je musnął, by zaraz się od niej odsunąć. Nie odepchnęła go, bo nie zamierzała. Wiedziała, że Natsu jest dobry i jej nie skrzywdzi oraz to, że należy dać mu szansę, chociaż to chyba on powinien dać ją jej. Jak mogła go nie skojarzyć? Choć teraz te przemyślenia zdawały się być niczym, gdy trzymali się za ręce na starym placu, w którym przesiadywali w dzieciństwie, przed tym jak ich brutalnie rozdzielono, byli sobie pisani od początku, choć ona nie zdawała sobie z początku z tego sprawy, ona była super gwiazdą, on jej fanem, ale oprócz tego byli przyjaciółmi i osobami, które darzą się pięknym uczuciem.
- Kocham cię. - mruknął cicho Natsu, jednak skrzyp zniekształcił jego słowa.
- Co? - spytała Lucy nie słysząc słów swojego przyjaciela.
- Później ci powiem. - I uśmiechnął się do niej wesoło, a ona odwzajemniła uśmiech.

~*~
Ojej, wreszcie i nareszcie!
One-shot na początku przysporzył mi sporo problemów, potem już leciało jak z płatka, jak to mówią, początki są trudne xD
Mam nadzieję, że opowiadanie zrównało choć w połowie twoim oczekiwaniom i nie jest tak złe, nie sprawdzam, od razu wstawiam, więc ewentualne błędy powtórzenia dopiero poprawiane będą pewnie jutro, wybaczcie, ale już nie chcę przedłużać xD
Pozdrawiam i co do reszty zamówień do nie martwcie się jeśli ich długo nie będzie, ja nie zapominam, tylko leń łapie, wena ucieka, a czas też mnie nie lubi :)) 
Do następnego ! ~ <3

poniedziałek, 16 marca 2015

Natsu x Lucy dla Luny

"Gwiezdny Duch" - Zamówienie dla Luny! Przepraszam, że tak długo!
~*~
Południowe słońce ogrzewało cały teren pięknego miasteczka Magnoli, chmury leniwie sunęły po błękitnym niebie, a ptaki cichutko ćwierkały pod oknami. Idealna pogoda na spacer. Najlepiej długi spacer w cieniu drzew. A już w najlepszej możliwości długi spacer w cieniu drzew z osobą, którą kochasz. Niestety Lucy Heratfilia nie mogła zaznać tej błogiej, zwyczajne czynności.
Mogła tylko patrzeć jak w ten zbyt cudowny dzień Natsu Dragneel, jej miłość kona w ogromnych męczarniach. 
Z jej gardła wydobył się szloch. Wróg stał nad smoczym zabójcą i robił z nim co tylko chciał. Podniosła się z ziemi i zrobiła jeden, chwiejny krok w przód, lecz Natsu powstrzymał ją ruchem ręki.
- Nie podchodź. - warknął i zgiął się w pół. Każde słowo sprawiało mu trudność, a z ust poleciała mu stróżka krwi. W tym momencie jego rozkaz się nie liczył. Zrobiła kolejny krok, a Natsu spojrzał na nią błagalnie, lecz ona dalej parła w przód. Była już wycieńczona po walce z tym facetem, lecz mimo to chciała go chronić. Chciała tak bardzo uratować mu życie. Chciała być silniejsza. Ale nie mogła nic pożytecznego zrobić. 
- Już go nie uratujesz, dziewczyno. - Wróg przemówił swoim głębokim, męskim głosem i spojrzał na nią pobłażliwym wzrokiem. - On już umiera. 
Lucy była już przy ciele Natsu, chłopak patrzył na nią tymi swoimi czarnymi oczami, z których powoli ulatywało życie. 
- Więc ja umrę z nim. - powiedziała i spojrzała na niego twardo, na co nadal bezimienny facet przez chwilę się wzdrygnął, lecz po chwili wzruszył ramionami.
- Nie zabijam osób, które mi nie zaszkodziły, więc nie wiem co zamierzasz zrobić. - powiedział zwrócił, wzrok ku chłopakowi, któremu oczy powoli się zamykały. Lucy była zrozpaczona, przestał się liczyć ten facet obok. Natsu naprawdę umierał.
- Proszę nie! - krzyczała w bezsilności. - Natsu proszę, chcę byś był bezpieczny, chcę byś był obok mnie, gdy będziesz mi potrzebny i gdy ci ja będę potrzebna. Po prostu nie umieraj, zostań, ponieważ... ja... JA CIĘ KOCHAM! - Poczuła coś w rodzaju mrowienia, a wokół nich coś jakby wywołało ogromną falę mocy, która nic nie dała. Spojrzała na niego zdziwiona tym, co przez jedną sekundę trwało tak realnie.
Ale on tylko uśmiechnął się po raz ostatni, gdy opadły mu powieki. Upadła na jego klatkę piersiową, gdzie nie słyszała już żadnego bicia serca i zaczęła łkać. Łzy ciekły strumieniami po jej policzkach, wszystkie uczucia z niej eksplodowały. 
Ciało Natsu zaczęło się rozsypywać w maleńkie drobinki pyłu i ulatywać, w różne strony świata. Sama nie wiedziała co się dzieję. Ścisnęła przerażona jego dłoń, lecz i ona się wkrótce rozsypała i jedyne co jej pozostało to garść świecącego piasku. Gdy tylko rozluźniła ręce, wiatr również i ten pył poniósł, gdzieś w dal. Po nim został tylko ten biały szal. Przytuliła go mocno i zaczęła w niego łkać.
~*~
Wszystko to zdawało się być jednym, wielkim koszmarem. Gdy opowiadała po raz kolejny Erzie co się stało siedziała na łóżku swoim domu i drżącymi dłońmi ściskała szalik Natsu. Scarlet choć uważnie słuchała to jednak trudno jej było zebrać się na słowa pocieszenia. Sama w końcu była tutaj pokrzywdzona. Może nie kochała Natsu w taki sposób jak Lucy, jednak był dla niej cennym przyjacielem. Lucy w tamtym momencie wiedziała o tym, jednak chciała by to ją ktoś pocieszył. Nie potrafiła, a może nie chciała zdać sobie sprawy z bólu innych. Chciała przez chwilę by świat skupił się na niej i na Natsu i by potem powrócił do swojego dawnego stanu, w którym ona również pomagała by przyjaciołom. Jednak los nie chciał jej tego w taki sposób wynagrodzić, więc musiała odpowiadać na nieco bezuczuciowe pytania Erzy.
- Po prostu rozsypał się w pył?
- Tak. To nie było przewidzenie, został po nim tylko szalik. - odpowiedziała zaciskając zęby, a Scarlet westchnęła.
- Myślałam nad Edolas, lecz to niemożliwe. - Lucy chciała powiedzieć swoje ostatnie słowa, kierowane do Natsu, lecz za bardzo się wstydziła. Zaczęła mówić o różnych bzdurach, potem wyzwoliła się jakaś fala mocy, która za przeproszeniem gówno dała. 
- Też tak myślę. - zgodziła się i przytuliła szalik, wciągając w płuca jego woń. Pachniało Natsu. Lubiła ten zapach, którego do tej pory nie potrafiła nazwać. Erza patrzyła na nią współczującym spojrzeniem. - Lucy, tak mi przykro. - powiedziała. - Wiem, że ty i Natsu dopiero co... - I urwała, wiedząc, że to dla niej bolesne.
Dopiero co Dragneel zaczął zachowywać się wobec niej w sposób, można powiedzieć romantyczny. Trudno było opisać ostatni tydzień, w którym zakochiwała się w Natsu coraz bardziej. Oczywiście uczucie te żywiła od bardzo dawna, ale starała się je maskować, wiedząc, że smoczy zabójca nie dorósł jeszcze. Aż w końcu w pewnym momencie tak po prostu ją pocałował i zaczął się zastanawiać dlaczego to zrobił. Być może do końca nie zmężniał, lecz już powoli łapał o co w tym wszystkim chodzi. 
A w końcu przybył on. Ten, którego Natsu nie mógł zwyciężyć. 
Po policzkach Lucy spłynęły łzy. 
- Och, Lucy, przepraszam. Nie chciałam sprowadzać na ciebie bolesnych wspomnień. - Kojący dotyk Erzy wyrwał ją z zamyślenia. Przyjaciółka przytuliła ją do swojej piersi, pozwalając jej się wypłakać do woli, sama również pozwoliła sobie na chwilę wzruszenia. Tego Lucy było trzeba, dłuższej chwili na wybuch emocji, a również kogoś kto wie jak się mniej więcej czuję. W końcu Erza już dwa razy straciła Jellala. Może nawet trzy?
Lecz Scarlet doskonale wiedziała jak czuję się blondynka i to jej obecność Lucy mogła znieść najbardziej. Może i nie umiała pocieszać, ale jednak sama świadomość, że osoba obok ciebie przeszła to samo co ona sprawiała, że choć trochę czuła się lepiej.
~*~
Nie minął nawet dzień, kiedy niespodziewanie do jej sypialni przybył Leo. Był mocno roztrzęsiony, naładowany adrenaliną. Lucy nie rozumiała jego zapału, sama go nadal nie miała. Potrafiła teraz tylko płakać i użalać się nad sobą. A w tym momencie w szczególności nie chciała się użerać z pokręconym światem gwiezdnych duchów, więc gdy tylko przybył obrzuciła go obojętnym spojrzeniem i siadając na kanapie przytuliła z przyzwyczajenia szalik Natsu.
- Co jest? - Starała się, by jej głos był łagodny i zainteresowany jego nagłym pojawieniem się tutaj.
- Chodzi o to... och! Sam nie wiem jak to wytłumaczyć!
- Wal śmiało. - powiedziała to już mniej ochoczo i nawet nie wysilając się, by jej głos zabrzmiał przyjaźnie.
- Natsu! Natsu jest w świecie gwiezdnych duchów!
Lucy przez chwile rozszerzyła powieki i otworzyła usta, lecz nie minęło pół minuty, gdy je zaraz zamknęła.
- To niemożliwe, Leo. - powiedziała i zacisnęła powieki, by nie pozwolić gorącym łzom wypłynąć na zewnątrz.
- Chodź i sama zobacz!
- Leo! - syknęła i jedna łza poleciała jej po policzku, lecz szybko ją starła.
Gwiezdny duch ukląkł przy niej i uścisnął dłonie, patrząc na nią z troską.
- To tylko mała chwila, chyba nic ci nie szkodzi. - Miał rację. A już zwłaszcza, że dawno się nimi nie przejmowała. To prawda miała doła i nie chciała tego robić, jednak może to nawet wyjdzie jej na dobre? W końcu jednak tam zawsze jej się dobrze wypoczywało. A co do Natsu. Odrzuciła od siebie szybko tą myśl. Najpierw zobaczy na własne oczy, dopiero potem uwierzy.
- Masz rację. - powiedziała po namyśle. - Tylko napiszę list na wypadek, gdyby ktoś mnie szukał. W końcu tam czas płynie inaczej niż u nas.
- Dobrze. - Odsunął się od niej, a ona podeszła do biurka i drżącymi dłońmi zaczęła skrobać słowa do przyjaciół. Jeśli zamierza spędzić dzień w świecie gwiezdnych duchów, to nie będzie jej tutaj miesiąc, więc wypadałoby wyjaśnić wszystkim co robi i dlaczego jej nie ma.
Zaraz potem wzięła Leo za rękę i już po chwili znajdowała się w innym świecie. Wyglądał niczym kosmos. Lucy uwielbiała ten świat, O razu poczuła rozluźnienie.
- Chodź! - Leo natychmiast złapał ją za rękę i zaczął biec do ogromnego zamku.
- Natsu jest w pałacu Króla Gwiezdnych Duchów?! - zdziwiła się.
- Tak! Wszyscy się zdziwili jego pojawieniem się, a mnie zaraz kazano przyjść do ciebie!
I biegła cały czas, czując przyśpieszone bicie serca. Nie mogła pozbyć się dziwnej nadziei, że on tam naprawdę jest. Cały czas starała się odsuwać od siebie myśl, że może go zobaczyć, nie mogła w końcu tak łatwo uwierzyć, że Natsu wrócił zza grobu.
Wbiegli na dziedziniec, a straże którzy obstawiali drzwi, widząc Leo zaraz się odsunęli z drogi i oboje wbiegli na salę tronową zdyszani. Wokół zapanowała cisza i słychać było tylko przyśpieszone oddechy dwójki osób. Lucy oparła dłonie o kolana, patrząc się na podłogę z czystego srebra. Połyskiwała, gdy tylko blondynka przechylała głowę to na jedną to na drugą stronę.
Usłyszała nagle śmiech. Taki radosny i ciepły. Taki jaki miał ON.
- Lucy, co ty robisz? - Nie ośmieliła się podnieść głowy, by spojrzeć, na tego, który wymówił te zdanie. Usłyszała kroki i dopiero, gdy zamiast podłogi zobaczyła czubki jego butów ośmieliła unieść wzrok. I wtedy go zobaczyła. Różowe włosy sterczały pod każdym kątem, uśmiech jak zawsze ciepły, brąz oczy jaśniejące blaskiem radości. Łzy poleciały po jej policzkach, a nogi się pod nią załamały, w tym samym momencie, gdy wyciągała do niego swoje dłonie, by dotknąć twarzy.
Natsu ukląkł przy niej, a ona położyła palce jego podbródku, by zaraz przejechać również po jego szczęce.
- Sądzę, że czeka was długi spacer, Starzy przyjaciele. - powiedział Król Gwiezdnych Duchów i w tym samym momencie drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. - Cały świat Gwiezdnych Duchów jest do waszej dyspozycji.
Jako pierwszy wstał Natsu i podał Lucy rękę, a ona ją złapała i tak razem wymaszerowali, by chwilę później chodzić po miękkich chmurach świata Gwiezdnych Duchów.
Lucy patrzyła w przód mocno ściskając dłoń Natsu. Bała się, że w chwili, gdy ją puści on również zniknie. To wszystko było dla niej takie kruche, obawiała się jednego zbyt gwałtownego gesty, jakby ten miał sprawić, że to wszystko zniknie.
- Co ty tu robisz? - spytała w końcu drżącym głosem, gdy była pewniejsza, że to wszystko nie było snem.
- Sam się zastanawiam. - odpowiedział, śmiejąc się i drapiąc po głowie. - Kiedy umarłem znalazłem się jakby we śnie, a potem nagle pojawiłem się tutaj. Sam nie wiem jak to możliwe. Patrz nawet otrzymałem swój własny klucz! - krzyknął radośnie, wyjmując z kieszeni złoty klucz ze znaczkiem smoka, układającego się na kształt serca.
- To... To jest klucz przywołujący gwiezdnego ducha!
- Serio? - spytał, przyglądając się przedmiotowi i dziwiąc się, że wcześniej tego nie zauważył.
- Jeny Natsu! To znaczy, że jesteś Gwiezdnym Duchem!
- CO? - Zatrzymał się i zaczął dotykać swojej twarzy, a następnie nóg, brzucha i reszty ciała, jakby chciał sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Lucy patrzyła na niego zaskoczona, zastanawiając się nad tym wszystkim. Nigdy nie spotkała się z przypadkiem, by człowiek stał się Gwiezdnym Duchem, a również oni sami wydawali się zdziwieni pojawieniem Natsu. Mimo wszystko, gdy tak na niego patrzyła jak kręci się niespokojnie nie mogła wytrzymać. Potrzebowała jego bliskości, za bardzo już tęskniła, za bardzo bolała, nie potrafiła myśleć logicznie dlaczego tu się znalazł, nie chciała wiedzieć, chciała go tylko mieć.
I bez słowa podeszła do niego i wtuliła się w jego tors. Natsu choć zdziwiony jej nagłą reakcją również ją przytulił.
- A ty co? - roześmiał się cicho.
- Tak bardzo tęskniłam, myślałam, że nie żyjesz... ja... nie wiedziałam już co mam robić. - Wydusiła z siebie w jednym momencie wszystko co jej ciążyło na sercu. Natsu objął ją mocniej i na chwile rozluźnił uścisk, by mogli wpić się w swoje usta i całować bez umiaru. Sami, a wokół nich miły puch.
W końcu oderwali się od siebie i patrzyli głęboko w oczy.
- Wracamy? - spytał Natsu, unosząc kąciki ust w górę.
- Tak. - odpowiedziała ochryple i ruszyli na przód w ciszy. Jednak blondynkę nurtowało jeszcze jedno ważne pytanie od momentu, w którym dowiedziała się o tym, że Natsu jest teraz Gwiezdnym Duchem. - Natsu? - Poczekała, aż na nią spojrzy. - Co teraz będzie? - spytała, a on spojrzał na nią pytającym wzrokiem, nie rozumiejąc. - Jesteś Gwiezdnym Duchem, co teraz?
- Jak to co? - spytał z wesołym uśmiechem i złapał jej dłoń, przymykając powieki i przykładając do ust. Czuła jego gorący oddech, gdy mówił.
- Dam ci swój klucz, zwiążemy kontrakt i będę cię ochraniał, tak jak zawsze. - powiedział, a Lucy spojrzała na niego wzruszona i jedna łza szczęścia spłynęła powoli po policzku.

 THE END

~*~
Tak jak napisałam na początku: Przepraszam zamawiającą, że tak późno :C
Zawaliłam, ja wiem :C
Ale mam nadzieję, że choć trochę sprostałam twoim oczekiwaniom :C
A i póki nie napiszę Freed x Lucy niestety nie będę przyjmowała zamówień, gdyż muszę się na nim dość mocno skupić i tylko nim się zająć, postaram się go szybko napisać i znów przyjmować zamówienia :))
Do następnego ~ <3
~ Edit
Kurde :// Nie zdążyłam napisać xD Bo w sumie w one-shocie nie wyjaśniłam jakim cudem Natsu to Gwiezdny Duch xD No bo Lucy w pewnym momencie, mówiąc do niego w pewnym momencie w swoich słowach zawiera magię (a jak wiadomo w Fairy Tail najmocniejszą magią jest miłość <3), mówiąc, by został jej życzenie spełnia się w połowie - Natsu żyję, lecz jako Gwiezdny Duch <3 #YOLO #I #TAK #TEGO #WYTŁUMACZENIA #NIKT #NIE #PRZECZYTA #;___;

sobota, 15 listopada 2014

Gray x Erza dla Eri

"Paznokcie" - one-shot nazwany na cześć piosenki  >>>KLIK<<<
~*~
Erza Scarlet była przewodniczącą szkoły oraz wzorową uczennicą, która nie dała sobie wejść na głowę. Jednak często miała dużo problemów z nieobecnościami uczniów, którzy nie za bardzo lubili chodzić do szkoły. Nauczyciele kazali jej robić mnóstwo apelów i przemawiać do każdej klasy, by obecność w szkole wzrosła. Największy problem miała z Grayem Fullbusterem, który pojawiał się w szkole może raz na miesiąc. Jednak Scarlet postanowiła go sobie odpuścić, wiedząc, że z takim gościem jak on i tak się nie da nic zrobić. 
Dzisiejszy dzień, był dość ciepły jak na zimną porę roku, zwaną jesienią. Słońce blado świeciło ponad horyzontem i jedynie lekki wiaterek poruszał paroma drzewami, z których barwne liście odrywała się i korkociągami spadały na pożółkłą trawę, asfalt lub samochody. Erza pomyślała, że w taki ładny dzień jak ten pewnie mało osób będzie w szkole, w końcu dzisiaj jest taka idealna pogoda na randkę, spacer z przyjaciółką lub nawet siedzenie w domu przy komputerze, choć sama nie wiedziała co ma do rzeczy komputer razem z ładną pogodą. 
Szła pewnym krokiem, przemierzając ulice i powoli dochodząc do szkoły. Dzisiaj założyła czarne rurki, białe adidasy i luźną, kremową bluzkę. Na to zarzuciła beżowy płaszczyk i wzięła swoją czarną torebkę na ramię. Swoje szkarłatne włosy związała w wysoki kucyk, a grzywkę podpięła spinkami. 
Przechodząc koło bramy szkoły ujrzała ostatnią osobę jaką się spodziewała ujrzeć. Gray Fullbuster. Stał oparty o bramę i z zamkniętymi oczami trzymał przy ustach papierosa. Zaciągnął się i wypuścił dym, mając nadal opadnięte powieki. Ubrany był w czarną podkoszulkę, czarną, skórzaną kurtkę i znoszone dżinsy. 
"A więc jaśnie pan raczył się pojawić.", pomyślała Erza i ruszyła raźno w jego stronę. Poczekała cierpliwie jak otworzy oczy, po czym już miała przemówić swoim firmowym, zimnym głosem, kiedy on uprzedził ją pytaniem.
- Czego chcesz?
Zamrugała oczami. Zapewne nie wiedział z kim rozmawia, a nawet jeśli wiedział to mu to lata, że Erza może postawić mu naganę albo coś takiego. Pewnie na wszystko ma wywalone. 
- Nieletni nie mogą palić papierosów, a już zwłaszcza na terenie szkoły. 
- Nie jestem na terenie szkoły. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem i zrobił krok za bramę. 
Erza przez chwilę zaniemówiła. Jak można być tak niezrównoważonym debilem, żeby nie zrozumieć, że w ogóle ma nie palić!
- Jestem przewodniczącą szkoły i na mocy moich przywilejów, mówię ci, abyś wyrzucił tego peta i ruszył swoje cztery litery na lekcję!
- Zmuś mnie... - I znów ten sam uśmiech. 
Ale ona już nie zamierzała zaniemówić z wrażenia. To wszystko się działo potem tak szybko, że nie wiadomo czy Gray zdążył zamknąć powieki. Erza machnęła przed nim nogą, wytrącając z jego ręki szluga, a ona tak zdziwiony, nawet nie zauważył jak założyła na niego dźwignie, trzymając jego ręce z tyłu, dzięki czemu mogła łatwo go prowadzić wprost do szkoły.
- Co do...?! - wykrzyknął, ale było już za późno, panna Scarlet zaprowadziła go wprost na zajęcia.
~*~
Po zajęciach jak zawsze została dłużej, by załatwić parę spraw związanych z obowiązkami przewodniczącej szkoły, później jak zawsze jesienią będzie musiała wracać już po ciemku. Ale ona już była przyzwyczajona. Po wypełnieniu paru papierkowych spraw, wyszła ze szkoły i mocno zaciągnęła się wieczornym powietrzem. Jak zawsze, kiedy zaczynało się ściemniać, ludzi nagle nigdzie nie było, a rzadko kiedy samochód przejeżdżał. Wyszła za bramę szkoły i nie wiadomo czemu, ale rozglądnęła się na boki. Jej przeczucia się nie myliły, bo w cieniu pod bramą wgapiały się w nią czarne jak smoła oczy. Od razu rozpoznała tą czuprynę i ten sam strój. Zastanawiała się tylko czemu on tutaj stoi? Bo chyba na nią nie czekał? W końcu dlaczego miałby zostawać tak długo i w zimnie czekać na dworze?
- Co ty tu robisz? - W końcu postanowiła się zapytać i przerwać tą cisze, w której on tylko pożerał ją wzrokiem.
- Czekałem na ciebie. - Nikt nie potrafił jej bardziej zaskoczyć, niż on. Spojrzała na niego jak na idiotę.
- Czemu? Masz jakiś problem?
- Nie, skądże. Pomyślałem, że może bym z tobą wrócił. 
- Nie bardzo mi się ten pomysł podoba. - przyznała i sama również przed sobą przyznała, że to ostatnie na co ma ochotę. Możliwe, że dopiero dzisiaj tak na poważnie go poznała, ale już nie za bardzo go lubiła.
- A mi bardzo. To co idziemy? 
Z westchnięciem odwróciła się na piecie i ruszyła przed siebie, a Gray zrównał z nią krok i wyjął papierosa, którego zaraz podpalił. Wciągnęła w płuca zapach dymu. Przez chwilę kątem oka patrzyła jak chłopak zamyka oczy i zaciąga się. Jak wypuszcza powoli dym, który mozolnie wylatywał z jego ust, póki w końcu całkowicie go nie wypuścił. 
Mocno się speszyła, gdy nagle on również spojrzał w jej stronę. Mimo wszystko nie odwróciła wzroku, a on również nie zamierzał tego zrobić. Oboje wpatrywali się w siebie, a Erza nie wiedziała w sumie czemu. Tak jakoś trudno jej było zmienić tor swojego spojrzenia, zwłaszcza teraz, gdy on również się w nią wgapiał. Dopiero wtedy, gdy znów zamknął oczy, zaciągając się, ona szybko przeniosła wzrok na drogę. Jak zawsze żałowała tego, że mieszka tak daleko! Zwłaszcza teraz, gdy on poszedł z nią! Była dość speszona bo w ogóle nie rozmawiali, ale z drugiej strony nawet nie miała ochoty z nim zaczynać tematu. 
- Czemu nic nie mówisz? 
- Bo nie mam ochoty. - burknęła i usłyszała jak po cichu się zaśmiał.
- Dziś był ładny dzień, nie?
- Chyba tak. - odparła krótko.
- W sumie ja też nie wiem, może jednak nie trzeba było iść do szkoły. 
- Jutro możesz przecież też nie iść.
- Nie zaciągniesz mnie do szkoły? - spojrzał na nią z szelmowskim uśmiechem, unosząc jedną brew do góry, a ona wywróciła oczami.
- Nic mi do tego. - odparła.
- W takim razie nie przyjdę. 
- No i bardzo dobrze. Ciekawe co powiedzą na to twoi rodzice.
- O ile w ogóle pamiętają czy mają syna.
- Co masz na myśli? - Nagle jej bystry umysł zaczął jakoś dziwnie kojarzyć wszystkie informację o nim, tworząc mnóstwo wersji na temat jego rodziny. Poczuła z jednej strony współczucie wobec niego. Bo jeśli mówi prawdę -a raczej mówi- to naprawdę było jej go szkoda.
- Nic ważnego, mała. 
Mówiąc to Erza zatrzymała się, widząc swój dom. Gray również przystanął. 
- No to do zobaczenia. Będziesz jutro w szkole? - Postanowiła być dla niego milsza, ale on tylko uśmiechnął się w jej stronę pobłażliwie. 
- Pewnie nie.
- A kiedy będziesz?
- Kto wie? - Wzruszył ramionami, po czym wyciągnął papierosa i go podpalił. Odwrócił się do niej na pięcie. - Cze!
Długo patrzyła się jeszcze na róg za którym zniknął, jakby czując nadal jego obecność. Tak jakby tam nadal stał i przyglądał się jej z ciemności. Nawet przez chwilę chciała się ruszyć i pójść w tamtą stronę, ale wtedy szybko pożegnała się z tą myślą i weszła do domu. 
~*~
Tak jak powiedział. Nie było go w szkole, ale po tym jak tylko to zauważyła przestała o nim myśleć i zajęła się swoimi obowiązkami. Nie czuła się jakoś nim zauroczona, a pomimo, że był przystojny to nie zawrócił jej w głowie, ani nawet jej się przez chwilę nie podobał. Tylko czasem miała wrażenie, że czuła się z nim dziwnie związana. Te myśli pojawiały się raz dziennie, przeszło jej przez głowę i znikało. Dopiero jakieś dwa tygodnie później, kiedy znowu wychodziła ze szkoły on znowu się pojawił pod bramą, a ona znowu prawie od razu go zauważyła.
- Czemu nie przyszedłeś do szkoły?
- Nie mogłem, miałem parę spraw. 
- Jakich spraw?
- To już nieważne. - Posłał jej beztroski uśmiech, ale ona wiedziała, że to było coś ważnego. Nie wiedziała dlaczego, po prostu jakoś to poznała, ale nie zapytała. 
- Znowu idziesz mnie odprowadzić?
- A chciałabyś?
- Nie bardzo. - Nie skłamała ani trochę. Zobaczyła go i miała już go dosyć. Nie było go w szkole, bo miał parę spraw i nie chcę jej powiedzieć jakich, ale przychodzi po nią nie wiadomo po co, czekając na zimnym dworze. 
- I tak cię odprowadzę.
- Tak myślałam. - I znów ruszyła pierwsza, a on ruszył za nią i podpalił szluga. Jak zawsze miał przymrużone powieki. Lecz tym razem wyglądał jakoś inaczej. Gorzej. Miał sine oczy i mocne zadraśnięcie na prawym policzku. 
- Co ci się stało? 
- Mały wypadek. - odparł wymijająco.
- Jaki?
- Mały. - Nie lubiła naciskać, więc przestała pytać. Ale wiedziała, że ich rozmowy do niczego nie prowadzą. Zawsze mówi jej wszystko, ale bardzo wymijająco, a kiedy pyta o szczegóły, najzwyczajniej w świecie unikał odpowiedzi. 
- Wtedy, kiedy mnie odprowadzałeś... Stałeś za tym zakrętem?
- No, a ty się tam patrzyłaś. 
- Tak, bo... nie wiem czemu.
- Ty nie wiesz czemu nie weszłaś do domu tylko się tam patrzyłaś, ja nie wiem czemu w ogóle tam stałem zamiast pójść dalej i wszystko jasne. - Ale znowu coś jej podpowiadało, że on dokładnie wiedział dlaczego tam stał i zerkał na nią z cienia. Tylko znowu nie chciał jej niczego powiedzieć. 
I w końcu dotarli pod jej dom i tym razem Gray sam przystanął. Oboje spojrzeli w swoje tęczówki. Erza tym razem tak jakby wiedziała czemu się na niego patrzy. Jakby podświadomie, ale sama sobie nie umiała tego wyjaśnić.
- Czemu nie chodzisz do szkoły?
- Mam dużo spraw do załatwienia.
- Tych nieważnych?
- Właśnie tych. 
- Czemu za każdym razem do mnie wracasz? - Dziwnie to zabrzmiało, ale wiedziała, że on się domyśli o co jej chodzi.
- Nie wiem. - I znów podświadomie czuła, że on wie o co chodzi. 
- Za każdym razem, wiem, że kłamiesz.
- Wiem. - odparł co ją bardzo zdziwiło. Zdziwiło ją też to, że nadal żadne nie spuściło z siebie wzroku.
- Więc po co to robisz?
- Żebyś była bezpieczna. - Po czym odwrócił się i zostawił ją z milionami pytań. Ale ona nie zamierzała za nim biec i się dopytywać, choć czuła, że jej serce jakoś dziwnie boli. Znowu ją zostawił i znowu stoi za tym głupim zakrętem i na nią patrzy. Starała się znaleźć jego czarne tęczówki i znów w nie spojrzeć, ale wiedziała, że jej się to nie uda. Czemu to tak nagle w nią trafiło? Czuła się teraz dziwnie. Jeszcze piętnaście minut temu była święcie przekonana, że da sobie radę bez niego, a teraz czuła się tak jakby nie mogła bez niego przeżyć minuty. To uczucie było tak dziwne, że zapomniała się i patrzyła się w zakręt, póki mama po nią nie wyszła i nie wprowadziła jej do domu. 
~*~
Nie wiedziała gdzie on może być i nie wiedziała czy może znowu się pojawi tak jak kiedyś. Minęły dwa miesiące, a on ją pozostawił akurat wtedy, kiedy ona idealnie zapamiętała zapach jego papierosów i zapamiętała wszystko co o nim wiedziała, a były to bardzo nikłe informację. Czuła teraz dziwną pustkę, jakby on zawsze tam zamieszkiwał, a teraz nagle zniknął. A może to nie było to uczucie? Może to było coś innego? Ale co? Ona chciała tylko znowu z nim porozmawiać tak jak zawsze. O niczym. Usłyszeć jego wymijające odpowiedzi i tyle. 
Wyszła ze szkoły i jak zawsze rozejrzała się wokoło i wtedy napotkała czarne tęczówki. Gray stał tam i gapił się na nią, już paląc papierosa. Poczuła się bardzo dziwnie. Chciała poczuć znowu ten zapach dymu, a on jak na zawołanie podszedł do niej i uśmiechnął beztrosko. 
- Będziesz jutro w szkole?
- Będę.
- Czyli załatwiłeś wszystkie nieważne sprawy.
- Załatwiłem.
- A jakie były to sprawy?
- Musiałem uwolnić się ze złego towarzystwa. Oddać długi i po prostu urwać kontakty. Chciałem cię chronić.
- A co mi groziło?
- Nigdy ci nic nie groziło. Bynajmniej dopóki by nas nie zobaczyli, ale ten etap już zakończony.
- Mówisz tak dziwnie... to znaczy chciałeś powiedzieć, że mogło mi coś grozić?
- Chyba o to mi chodziło. - Uśmiechnął się, nie przejmując tym co właściwie powiedział.
- A czemu niby miałoby mi coś grozić?
Ale on jej nie odpowiedział czemu mafia miała by ją również ścigać, tylko wziął jej rękę i spojrzał na umalowane paznokcie. Miały bardzo ładny kolor szmaragdu. Bujał dłoń na prawo i lewo, a lakier połyskiwał.
- Masz bardzo ładne Paznokcie. 


~*~
Szczerze mówiąc jestem dumna z tego one-shota nawet nie wiem czemu, tak jakoś mi się podoba. Tzn jeszcze go nie sprawdzałam, ale pisząc go mi się podobał xD
Ogólnie to jest troszkę tak jak chciałaś i troszkę inaczej, ale sądzę, że ten pomysł też ci się może spodobać ^ ^ 
No to tyle ode mnie, pozdrawiam i do następnego ~! :*

czwartek, 2 października 2014

Gajeel x Levy dla Mammona

"Podejście 3, misja zakończona sukcesem."
~*~
Podejście I

Grupka mężczyzn zgromadziła się pod miejscową biblioteką. Ubrani byli typowo jak punkowie. Glany, skórzane kurtki, natapirowane fryzury w dziwnych kolorach. Stali jakby sami nie wiedząc co zrobić, ciągle rozglądając się niespokojnie, sprawiając wrażenie nieco podejrzanych, ale mieli raczej niegroźne plany.
- Boże Gajeel nie pękaj, to tylko jedna dziewczyna. Wchodzisz do tej biblioteki, prosisz o numer i wychodzisz. - odezwał się Gray.
- Łatwo ci mówić, najgorsze jest w sumie to, że ona jest w bibliotece! - odparł Gajeel.
- Jak chcesz to mogę tam wejść za ciebie. - powiedział już zniecierpliwiony Natsu.
- Sam dam sobie radę! - I ruszył ku wejściu. Przeszedł przez wąski korytarz i wszedł do pomieszczenia w którym znajdowała się właśnie biblioteka. Pokój był ogromny i mieścił w sobie mnóstwo regałów i stołów do nauki. Od razu na prawo od wejścia stało biurko, a przed nim siedziała mała dziewczyna o niebieskich włosach. Ubrana w koszulę kratę i glany czytała książkę, nie zwracając nawet uwagę na to, że ktoś wszedł. Reszta bywalców również nie podniosła głowy znad książek.
"Gdzie ja kurde jestem?" - pomyślał czarnowłosy i wszedł w głąb, zagłębiając się w jakiś regał z książkami. Wybrał pierwsze lepsze opasłe dzieło i usiadł przy wolnym stoliku. Spojrzał na okładkę i widząc co wybrał, o mało co się nie załamał. "Krzyżacy". Mimo wszystko otworzył książkę i zaczął czytać.
Miał tu przyjść wyłącznie dla tej dziewczyny za biurkiem, jednak gdy tylko na nią spojrzał po prostu stchórzył. Widział ją raz w życiu. Na koncercie. A właściwie w pogo. Rozpoczynała akurat taniec. Mimo, że była mała nie sposób było jej nie zauważyć.
Po prostu się uwziął, że zaprosi ją na randkę i koniec. A jak on coś postanowi, to nie odpuszcza.
Mimo wszystko dzisiaj się nie udało. Czytał jedynie Krzyżaków. Tak samo jak i przez następne kilka dni.

Podejście 2

Jak zawsze od tygodnia wszedł do biblioteki, wybrał Krzyżaków i usiadł przy SWOIM stoliku. Bywał tu tak często, że już ma SWÓJ stolik. Choć coś mu się chyba udało, bo mała istotka co chwilę zerkała na niego sponad książki. Aż w końcu dzisiaj usiadła koło niego cichutko.
Długo nie podnosił głowy, aż w końcu nie mógł się powstrzymać i spojrzał na nią. Uśmiechała się do niego ciepło.
- Zauważyłam, że ostatnio często tu bywasz.
- No trochę... Bo ja... wiesz... chciałem przeczytać "Krzyżaków".
- Krzyżaków? - Parsknęła śmiechem. - Nie no sorry, dziwne po prostu, że jeszcze nie przeczytałeś.
- Wiesz... jakoś nie było czasu...
- Taaa? Lubisz książki?
- Ja... no... uwielbiam.
- Serio? Ja tak samo! Co myślisz o serii Tolkiena, też uważasz, że są cudowne?
- Eeee no pewnie, są świetne.
- A co myślisz o Harrym Potterze? Twoim zdaniem oni powinni wrzucić ten pierścień do mordoru? - spytała podchwytliwie, a Gajeel oczywiście niczego się nie domyślił.
- No pewnie.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
 - Nie masz pojęcia o książkach, prawda?
- Zielonego. - spuścił głowę w geście poddania się. 
- Szkoda, ale liczę na to, że skoro przychodzisz teraz do biblioteki, to zmienisz swoje podejście do książek.
- Jasne. - mruknął zażenowany tym jakiego z siebie idiotę zrobił.

Podejście 3

Szedł tam po raz kolejny, dzisiaj przeczyta ostatnią stronę Krzyżaków i zaprosi ją na randkę. Z niecierpliwością czytał ostatnie zdanie, a kiedy skończył szybko odłożył książkę i udał się pod biurko, odchrząkując głośno. Levy podniosła na niego wzrok.
- Przeczytałem Krzyżaków. Nie można mi zarzucić, że kompletnie nic nie wiem o książkach. Umówisz się ze mną?
Dziewczyna zaczerwieniła się po uszy.
- No skoro tak... no to spoko...
- Świetnie. Jutro będę pod biblioteką. Idziemy do kina.
- Super...
I odszedł, po czym zaraz napisał do swoich kolegów: "Podejście 3, misja zakończona sukcesem."
~*~

No więc cóż... nie wiem czy dobrze... wstawiam bo napisałam, ale mam nadzieję, że choć troszkę trafiłam i choć troszkę się spodoba :> 
Pozdrawiam i jak zawsze przepraszam </3