-->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Livka-chan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Livka-chan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Jellal x Erza dla Ultear (Część 1)

Moi drodzy. Jeśli zamawiacie jakiś paring u którejś z nas, proszę patrzcie czy nasze kolejki nie są zamknięte, jak w moim przypadku. Po za tym zamówienia mają być składane w ZLECONYCH MISJACH.





~Jellal~
Żeglowali już od wielu godzin. Miał kompletnie dosyć tego statku, morza, a nawet wiatru… Można było by się wydawać, że 12-letniemu chłopcu podoba się dryfowanie po ogromnych falach ale nie jest to nic fajnego…
Opierał się o burtę przy czym wpatrywał się w ogromny księżyc i gwiazdy. Od jakiegoś czasu patrzył tylko na nocne niebo…  Dawało mu one poczucie błogiego spokoju.
Ciszę przerwał huk.  Był przerażony, ale zrozumiał, co się dzieje. Piraci.
- Mamo! Tato!- wrzasnął- Atakują!
Szybko podbiegł do steru. Nie wiedział nawet dlaczego… Nie umiał obsługiwać głupiego statku nigdy go to nie interesowało…
Przed nimi wyłonił się olbrzymi statek. Z powiewającą piracką flagą.  
- Jellal!- Usłyszał wrzask rodziców.- Schowaj się! Natychmiast!
Spojrzał raz jeszcze na flagę po czym zbiegł pod pokład. Schował się w kąt pokoju. Słyszał każdy wystrzał, krzyki załogi i rodziców, którzy próbowali się bronić. Jednak nagle wszystko ucichło… Spojrzał przerażony na drzwi. Podniósł się. Powoli zakradł się na górę. Zobaczył tam kobietę o długi szkarłatnych włosach splecionych w warkocz, a na nich ogromny czarny kapelusz.
- Nie bierzemy jeńców Raphallo- odparła i spojrzała na mężczyznę stojącego  przed nią. On kiwnął na znak, że rozumie i uśmiechnął się złowrogo.
Jednak on sam nie rozumiał… Spojrzał na załogę,  na pierwszej linii frontu byli jego rodzice.  „Nie, nie nie… Co teraz?!” Paniczny głos odezwał się w jego głowie.
Wskazany przez kobietę pirat podszedł do ojca i przyłożył broń do jego głowy. Usłyszał błagalny głos matki.  A on sam zamarł. Nie mógł się ruszyć.  Po chwili usłyszał strzał, a jego ojciec leżał na deskach. Raphallo podszedł do matki, zapewne chciał zrobić to samo.
Ale nie mógł na to pozwolić.
- Nie!- wrzasnął.
Wszyscy na niego spojrzeli.
- Jellal nie! Uciekaj !- krzyczała mama. Próbowała się wyrwać z objęć jak tylko mogła ale nie udało się jej.
- O widzę młody Fernandes- powiedziała kobieta o szkarłatnych włosach. Teraz zrozumiał, że to ona była kapitanem całej tej szajki. – Matki się pozbyć, jak reszty jej załogi. Chłopaka, zabrać idzie z nami.- Uśmiechnęła się.
- Nie! Jellal!- Usłyszał głos matki, a potem kilkakrotny wystrzał.
~*~
Otworzył oczy.  Ciągle ten sam sen. Ciągle ta sama rozpacz i smutek. Wściekłość pożerała go od środka i to już od 5 lat.
Ucieczka nie była możliwa… Próba samobójcza, nie wchodziła w grę. Musiał pomścić rodziców. Żył tylko dla zemsty…
- Jellal do mnie!- Usłyszał wrzask Rapahallo.- Pani Kapitan wzywa!
Nienawidził go. Czekał, aż pozbawi go życia, zabierze mu ostatni oddech. Tak jak on odebrał go całej jego rodzinie… Codziennie ćwiczył walkę i szermierkę, ale jak miał dać radę przeciwko hordzie plugawych piratów na tym statku.  Nawet jeśli by pokonał ich, na jego drodze do wolności stanęła by Irene, która pokonała by go z łatwością. Nigdy nie widział takiej kobiety. Podczas pięcio-letniej podróży na „ Szkarłatnej Rozpaczy” widział jak rozgromiła tyle potężnych przeciwników… Tym bardziej, że jest bytem nadprzyrodzonym, jak zabić, kogoś, kto nie ma duszy ?
Ciągłe pytania, a brak odpowiedzi coraz bardziej utwierdzał go w przekonaniu, że musi się wydostać z tego statku i zdobyć siłę, która zabiję niezwyciężoną kobietę.  
- Głuchy jesteś!- kolejny wrzask.
Podniósł się z łóżka. Po czym podszedł do drzwi, które znajdowały się niecały metr od niego. Otworzył je i  powędrował na górę pokładu.
- Co chcę od mnie Pani Kapitan?- spytał.
By zabić wroga, trzeba utrzymać go w przekonaniu, że jest on twoim przyjacielem. Przez długi czas walczył o to by mu zaufała i udało się… Teraz uznaję go za swojego syna… Za każdym razem, gdy się do niego tak zwraca, czuł nie wyobrażalny ból. Jak śmiała tak do niego mówić, po tym jak wydała wyrok śmierci na jego prawdziwych i kochających rodziców!
- Idź i się dowiedz.- odparł zastępca kapitana.
Był od niego mniejszy i to o dobre 30 centymetrów. Jednak był zwinny i szybki. Umiał doskonale posługiwać się mieczem… Jego głowa była łysa, w prawym uchu nosił okrągły kolczyk. Oczy był małe i przebiegłe. A uśmiech zawsze oznajmiał mu, że chcę go zabić.
Przełknął ślinę i zacisnął szczękę by powstrzymać się przed rzuceniem się na karła, po czym zaczął iść po schodach na górę, do kajuty Belserion.
Stanął przed drzwiami i zapukał. Usłyszał natychmiastowe „ Wejść”.
Posłusznie otworzył drzwi i zamknął je za sobą.
- Jellal jesteś.- powiedziała kobieta.Siedziała za małym biurkiem. W dłoni trzymała kawałek papieru.-  Musimy omówić pewien mały problem.
Skoro był to dla niej problem, to w pewności nie był on „mały”.
- O co chodzi?- spytał  zainteresowany.
- Na naszym terenie zaczęli panoszyć się, bardzo pewni siebie piraci. Ich wyczyny stały się bardzo głośne, ludzie mawiają, że są silniejsi nawet od nas. A ich statek „Fairy Tail” budzi ogromny podziw… Oczywiście są to zwykłe wymysły. A my nie damy s szargać naszego dobrego mienia, prawda ?- Uśmiechnęła się przebiegle.
Kolejni piraci… Znowu to samo. Ponowne wybicie całej załogi w pył… Ale dlaczego ona tak się nimi interesuje?
- A co ma to ze mną wspólnego ?
-  Chodzi o twoją pobyt w „Rajskiej Wieży”. Uczyły się tam jeszcze inne dzieci, a w tym pewna dziewczyna, która jest mi potrzebna.- odparła.
„Rajska wieża”- był to przytułek, a raczej więzienie… W wieku 7 lat został odebrany swojej rodzinie i odesłany do tego okropnego miejsca. To był okropny okres jego życia. Ale znalazł tam przyjaciół, ale pamiętam ich jak przez mgłę…
- Nie pamiętam tego miejsca, nawet gdybym pamiętał wolałbym zapomnieć…
- Chodzi mi o dziewczynę która miała na imię Erza.- rzekła. – Jest mi potrzebna.
Kojarzył te imię… Przed jego oczami stanęło wspomnienie. Małej dziewczynki o szkarłatnych, krótkich włosach. I czekoladowych oczach, jedno było zasłonięte przepaską. Ten uśmiech… Co Irene mogła chcieć od tego dziecka? Wiele zawdzięczał tej małej osóbce, ale uciekła. Zostawiła go…
- Nawet jeśli ją kojarzę, to co z tego? Nie wiedziałem jej od 10 lat.
- Sprowadź ją tu, ale najpierw musisz dołączyć do załogi Fairy Tail.- powiedziała.- To jest ważne. A w pewności, będzie cie  kojarzyć, więc ci zaufa.
 Wiedział, że ta dziewczyna wiele dla niej znaczy, choć to mało uczciwe wiedział, że będzie musiał wykorzystać ją do własnych celów. Jako kartę przetargową. Będzie musiał zabić Irene, a następnie całą jej załogę, dopiero wtedy odzyska spokój.
Zemsta. Od zawsze słyszał, że niszczy od środka… Ale dzięki niej czuł się silniejszy i dla niej poświęci wiele na swojej drodze. Dlatego wiedział co musi zrobić by jej dokonać.
-No dobrze. Przypuśćmy, że mi zaufa. Co dalej ?
- Proste. Przyprowadzisz ją do mnie. A gdy powrócicie zniszczymy Fairy Tail.- powiedziała i uśmiechnęła się. – A zapomniałam dołączyć do tego pewną informację. Gdy dostarczysz mi dziewczynę całą i zdrową, pozwolę ci odejść.
Spojrzał na nią zdziwiony. Odejść ? Te wszystkie lata niewoli…
- Jak to ?
Czy myślała, że w tę sposób w kupi się w jego łaski? Że porzuci myśli o pozbawianiu jej życia ? Nie. Choć to zaskakująca propozycja. Nie da się nabrać… Ona zawsze ma ukryty motyw.
- Tak to. Wykonaj zadanie, a będziesz wolny.- powiedziała.- Zrób to szybko. Dam ci na to trzy dni. Nie zawiedź mnie.
- Tylko tyle?
- Tak.- odparła.- A teraz zbieraj się. Wyruszysz już teraz. Dostaniesz od nas małą łódkę. Z tego co nam wiadomo Fairy Tail dryfuję blisko naszej zdobytej wyspy „ Paradis”. Idź. I powtarzam, nie zawiedź mnie. Nie lubię, gdy ktoś mnie zawodzi…
~*~
*Następnego dnia*
~Erza~
Ciężki dzień. Wczorajsze zmagania ze sztormem były okropne. Brak snu, ciągły hałas. Jednak musiała podołać, była zastępcą kapitana. Musiała wytrwać dla złogi- swojej rodziny. Oparta o burtę  wpatrywała się w, już spokojne morzę. Teraz falę łagodnie uderzały o ich statek, zeszłej nocy omal nie zmiotło ich wszystkich. Jednak byli Fairy Tail, zawsze jakoś udawało im się przetrwać. Uśmiechnęła się mimowolnie.
Jej wzrok przykuła pewna rzecz w oddali, która samotnie dryfowała po morzu. Było to coś niedużego. Zbliżało się w ich stronę. Po chwili zrozumiała, że to człowiek, który podtrzymywał się na niedużym kawałku drewna.
- Hej!- krzyknęła.
Żadnej reakcji. Za to członkowie załogi spojrzeli się  na nią.
- Erza co jest?-spytał Natsu, po czym podszedł do niej.
Nastu. Narwany chłopak o różowej czuprynie i walecznych oczach. Zawsze uśmiechnięty i skory bójki. Miał na sobie jasną koszulę i ciemne spodenki, które przepasał pasek, przy którym przywiązany był miecz.  Nie wiadomo po co go nosił, wolał walkę wręcz. Po za tym jego moc posługiwania się ogniem, również wszystko załatwiała.
- Ktoś tam jest…- powiedziała i wskazała na osobę na morzu.
Chłopak podejrzliwie spojrzał w wskazanym kierunku.
- Nie reaguje ?
- Nie…-odparła. Wiedziała co musi zrobić. – Trzeba pomóc tej osobie.
- Erza co zamirz…- Urwał Natsu.
Wskoczyła do wody i zaczęła płynąć do nieprzytomnego, jak się okazało chłopaka. Wzięła go pod ramię, po czym zawróciła w stronę statku.
- Nastu, pomóż!- krzyknęła.
Różowo-włosy pomógł jej wciągnąć na pokład nieprzytomnego osobnika, po czym pomógł wejść i jej.
Wszyscy zebrali się wokół nieznajomego. 
Miał niebieskie włosy. Był blady, nad okiem miał tatuaż. Miał na sobie tylko ciemne spodnie, nic więcej.
- Yhmmm…- wydobyło się z ust chłopka.
Chyba się budził.
Otworzył oczy.
- Gdzie ja jestem?-wymruczał.



Znalezione obrazy dla zapytania erza x jellal pirates 
******************************************
Ultear wybacz, ale tego one-shota podzieliłam na 2 części. Mam na niego pomysł i zabrałam się dopiero teraz. Nie miałam za bardzo czasu by zrobić to wcześniej... Ale teraz troszkę go będzie, więc postaram się dopracować 2 cześć i wstawić jak najszybciej. 
 Wybaczcie za nieobecność!
Pozdrawiam! 
Liv-chan ~!






poniedziałek, 26 grudnia 2016

Gray x Juvia dla NaluChan ( +18! +Bonus Świąteczny)




 Maszerowała równym krokiem w stronę domu Grey'a. Była bardzo podekscytowana, ponieważ pierwszy raz znajdzie się u niego. Sam na sam. Na tą myśl przeszedł ją dreszcz ekscytacji.
 Niestety była to wizyta za sprawą raportu ze wspólnej misji... Jednak każda chwila z nim sprawiała, że serce mogło by wyskoczyć jej z piersi... Sama zauważyła, że Fullabaster stał się jej obsesją. Obowiązkową cząstkom jej egzystencji... Składem jej tlenu, dzięki, któremu może oddychać... Nie przeszkadzało to jej.
 Zatrzymała się. Patrzyła na drzwi znajdujące się przed nią. Spojrzała na kartkę z adresem. Zgadzała się. Westchnęła. Zapukała, po czym przełknęła ślinę. Czekała z niecierpliwieniem, aż wreszcie go ujrzy. Każda sekunda dłużyła się jej o kolejne dziesięć... Usłyszała dźwięk otwierającego się zamka i po chwili zobaczyła go. Jak zawsze olśniewający, patrzył na nią z ogromnym uśmiechem na twarzy. Na głowię miał Czapkę Mikołaja. Przeniosła spojrzenie odrobinę w dół. Natrafiła na jego tors, który był nagi... Wpatrywała się w jego umięśniony brzuch. Poczuła jak jej twarz robi się czerwona. Ponownie powędrowała wzrokiem do pięknych oczu czarno-włosego.
- Zapraszam- powiedział i odsłonił przejście do środka.
 Przytaknęła i niepewnie weszła do pomieszczenia.
- Widzę, że nie tylko ja poczułem magię świąt- odparł i ponownie spojrzał na strój Juvii. Również miała Czapkę Mikołaja. Dobrze leżała na lekko pofalowanych włosach dziewczyny. Ubrana była w czerwoną sukienkę, która doskonale opinała jej ciało i podkreślała kobiece atuty. I białe buty na obcasie. Jeśli prawdziwy mikołaj ma takie panienki, to chętnie by się z nim zamienił... Ktoś mógł by nazwać go burakiem, bo jej wygląd przykuł jego uwagę. Pierwsze co zawsze patrzył na charakter i to właśnie jakoś podzieliło go i Juvię...
- O Grey-sama zauważył...- Uśmiechnęła się.
- Chcesz się czegoś napić?- powiedział i zaczął iść w stronę kuchni- Świąteczny trunek ?
- Tak może być- odparła. Wiedziała, że miał na myśl jakiś alkohol.
Weszła do niedużego salonu i usiadła na kanapie. Rozejrzała się dokoła. Pomarańczowe ściany, a na nich jeden obraz przedstawiający lodowiec ? Oprócz fotografii w pokoju znajdowała się szafa i stoliczek umieszczony koło łóżka. Skromnie, ale przytulnie.
- Jestem- powiedział. Podał jej szklankę i postawił butelkę whisky  na stoliku. Przysiadł się, po czym upił łyka ze swojej lampki.- To co mamy?
Podała  mu papiery, po czym sama sięgnęła po przezroczystą szklankę i napiła się. Trunek był nadzwyczaj dobry, nie za mocny i dobry w smaku, Myślała, że Fulabaster pije bardziej procentowe napoje... Z szybkością wypiła zawartość kieliszeczka.
Chłopak spojrzał na nią. Na tego twarzy było widać zdziwienie.
- Smakuję ci.- rzekł- Proszę, nalej sobie więcej- odparł i wskazał na butelkę. Po czym wrócił do czytania raportu.
Jak powiedział tak też zrobiła.
 Raport dotyczył ich wspólnej misji, która odbyła się dwa dni temu. Choć teraz nie za wiele mówili na jej temat. Juvia w ciszy siedziała i opróżniała już którąś z kolei lampkę whiskey. Co i raz przyglądała się chłopakowi jak patrzy w akta i popija alkohol.
Nagle złożył papiery i odezwał się.
- Wszystko jest w porządku, niczego nie pominęli.- odparł i wlał sobie kolejną szklankę, która zaraz opróżnił. Podał jej dokument.
Wzięła je. Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy. Niebiesko-włosa odłożyła naczynie na stoliczek.
Czuła te napięcie na karku, tak pragnęła coś zrobić w tym momencie... Czuła jak alkohol buzował w jej krwi, jednak nadal nie mogła się przemóc do pierwszego kroku...
Cóż raz się żyję...Westchnęła i przysunęła się do niego po małej sofie. On nie reagował. Do tchnęła dłonią jego twarzy i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku. Gdy ich wargi się rozłączyły patrzyli po sobie nie widząc co zrobić.
- To było...- szepnęła Juvia.
Jednak Grey przerwał jej złączając ich usta w ponowny pocałunek. Ich pocałunki zaczęły stawać się coraz drapieżne. Coraz bardziej pragnęli siebie nawzajem. Poczuła jak chłopak zaczyna gładzić i obcałowywać jej szyję. Z jej ust zaczęły wydobywać się ciche jęki rozkoszy. To najwidoczniej bardziej nakręciło czarno-włosego. Bo zjechał niżej. Na swojej drodze napotkał świąteczne ubranie Juvi. Bez żadnego zastanowienia ściągnął z niej sukienkę. Spojrzał na jej nagie ciało. Ten widok podkręcił go jeszcze bardziej. Dobrał się do jej piersi. Zaczął jej pieścić, po czym zaczął zjeżdżać jeszcze niżej, nadal całując jej ciało. Zatrzymał się. Spojrzał na nią. Przytaknęła i pomogła zdjąć mu spodnie. Wszedł w nią. Nie był za delikatny. Każdy ruch był szybki i mocny, o czym świadczyły głośne jęki Juvii. Po kilku minutach szybkiego stosunku. Oboje czuli zmęczenie, wiedzieli, że zbliża się koniec rozpusty. Juvia poczuła jak jej mięśnie zaczęły się naprężać w łuk, a po jej ciele rozchodziła się fala przyjemności. Grey wyszedł z niebiesko-włosej po czym opadł na nią i rzekł.
- Trzeba to powtórzyć- Wskazał dłonią na sufit.
Spojrzała. Nad nimi wisiała jemioła ? Przeniosła wzrok na chłopaka. On nie czekając złączył ich usta.
- Wesołych Świąt Juvia- odparł. Ale ku jego zdziwieniu dziewczyna zasnęła w jego objęciach.- Śpij dobrze.

Znalezione obrazy dla zapytania gray x juvia merry christmas
************************************************
Hej Miśki!
Wybaczcie, że zero życia na tym blogu, ale nastały ciężkie czasy liceum xD
Więc z okazji Świąt Bożego Narodzenia ( które są już prawie za nami, ale nie ważne) Życzę wam szczęścia, miłości, zdrowia...Ymmm mam nadzieję, że prezenty były dobre w tym roku :D I udanego Sylwestra !
PS. NIE JESTEM DOBRA W PISANIU HENTAI ! 
WYBACZ NALUCHAN ZMIENIŁA TROCHĘ ONE-SHOTA NA ŚWIĄTECZNY.


środa, 23 marca 2016

Lyon x Juvia dla Księżniczka Runo

 „-Jak nie wpadłeś w ciemność?
-Jasność chwili mi na to nie pozwoliła”




Nigdy nie powstrzymywało ją odrzucenie, zawsze dążyła do tego by być w przy Greyu.  Wylewała na niego łzy smutku, gniewu i bezsilności.. . Robiła by to do teraz, gdyby nie to, że dosadnie dał jej do zrozumienia, że jej nie chcę. A zrobił to umawiając się z jej przyjaciółką.  Ta sytuacja wiele zmieniła w jej życiu. Załamała się i zaczęła krążyć wokół ludzi, którzy nigdy nie powinni  z nią skrzyżować  swoich dróg.  Z dnia na dzień pochłaniała ja nienawiść i ból. Każdego dnia planowała zemstę, patrzyła na nich, a w jej głowie głębiło się multum pomysłów. Jednak musiała czekać na odpowiedni moment…

~*~
Szybko wbiegła do komórki i ustawiła się w pozycji do ataku.  Spokojnie wpatrywała się w szybkę, która była znajdowała się w drzwiach. Była przezroczysta, więc miała doskonały widok na korytarz.
- Na kogo czekasz ?- rozbrzmiał głos po małym pomieszczeniu.
Odwróciła się. Przed nią stał Lyon.  Jego blond włosy jak zawsze odstawały z każdej strony. Ubrany  był w mundurek szkolny, na ramieniu miał zawieszony czarny plecak.   Opierał się o ścianę i lustrował ją wzrokiem. 
- Na nikogo- odparła obojętnie i wbiła wzrok w drzwi.
- Myślisz, że nie wiem co zamierzasz…- zaczął- Jestem tu aby uchronić cie przed tym błędem.- Poprawił  torbę i skrzyżował ręce.
- Co ci do tego co ja zrobię ? To moja sprawa… - podniosła głos.
-  Jest mi do tego bardzo wiele… bo jeśli to zrobisz to stracę ci na zawsze. Już do końca… - Wyprostował się i zrobił w jej stronę trzy kroki. – Wiem czym jest odrzucenie…
- Nie, nie wiesz!- wrzasnęła  i odsunęła się od chłopka. Podeszła do wejścia schowka.  Przyłożyła do niego dłonie. -  Obu stronna zdrada… 
Poczuła jak ciężej oddycha, jak emocje biorą górę nad nią.
- Czuję się podobnie- powiedział- Grey zdradził mnie, bawiąc się tobą, a ty zdradziłaś mnie w tym momencie kiedy zaczęłaś brać.
Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. Chodź mogła wyjść z stamtąd i nie wracać do tematu… Przypomniała sobie każde podejście do niej Lyona, każde „nie” które wypowiedziała w jego stronę…
- Gdybyś czuł to co ja …- zaczęła- Jak nie wpadłeś w ciemność ?- spytała i zaczęła wpatrywać się w swoje dłonie.  Trzęsły się . Odkręciła się w stronę chłopaka i podeszła do niego. – Powiedz jak nie wpadłeś w ciemność ?
- … jasność chwili mi na to nie pozwoliła- odparł po małym  za wachaniu.
- Jasność chwili… Gdzie ją widzisz… Może za oknem jest słonecznie, a chwila jest krótka… żadne z nich nie łączy się z jasności chwili. Słoneczna sekunda życia może być, ale po niej może już nie być następnej.
- Gdybyś potrafiła patrzeć na życie jak ja… to byś zrozumiała, że właśnie te pozytywne myśli mogą pomóc.   Aktualnie odrzuciłaś mnie 519 razy. Liczę, by wiedzieć, kiedy będzie dzień, w którym wreszcie usłyszę słowo „ tak” i ta cała liczba pójdzie w niepamięć.
Przełknęła ślinę.   Słysząc z jego ust ze słowa poczuła jak mały uśmiech wpełza na jej twarz.  To chyba pierwszy od wielu miesięcy…   Podeszła do blondyna ucałowała go w policzek i rzekła.
- Takich ludzi jak ty jest bardzo mało… Ale nie zmieniaj się.  Dziś udało się mnie przekonać.
Odkręciła się i zrobiła cztery kroki do przodu.  Położyła dłoń na klamce. Przekręciła ją i otworzyła otwór wejściowy.
-  Wiec jednak, że nie mogę ci dać tego co byś chciał.- powiedziała i wyszła.

~*~
Powoli kierował się w stronę szkoły. Ciągle myślał o niebiesko- włosej. O jej wczorajszym wyglądzie i zachowaniu.  Oba z wariantów były w niewiarygodnie złym stanie.
Wszedł do szkoły i od razu usłyszał krzyk na sobą.
- Lyon!
Odwrócił się z myśląc, że to Juvia. Jednak była to Sherry. Uśmiechnął się na jej widok.
-  Hej. Co jest ?
- Współczuje Lyon. – powiedziała i przytuliła go.
- Ale czego ?- spytał zdziwiony.
- Nie wiesz… ? Juvia odebrała sobie życie… Ponoć wzięła prochy i  zmasakrowała swoje ciało, ma na nim chyba 519 cięć… Z tego co wiem to zostawiła tobie wiadomość.
Jej słowa odbijały się echem w jego głowie.  Wpatrywał się w przestań i nadal nie mógł w nie uwierzyć.  Momentalnie zerwał się z miejsca i zaczął biec w stronę domu niebiesko- włosej.  Pędził jak tylko mógł.  Przed jego oczami ciągle widział liczbę 519… i krew która po niej spływa. Przyspieszył.  Łzy same napłynęły do jego oczu… Wytarł je.
Po pięciu minutach biegu dotarł na miejsce.  Było tam pełno ciekawskich ludzi.  Przedarł się przez tłum i wbiegł do budynku.
- Juvia! – wrzasnął.
- Kim jesteś ?!- zawołał pewien mężczyzna.
- Lyon, przyjaciel Juvi.
Mężczyzna wziął głęboki oddech.  I wciągnął dłoń przed siebie.
- To dla ciebie… od niej.- powiedział, wręczył mu małą kopertę i szybko zniknął  z jego pola widzenia.
Otworzył kopertę i rozłożył list.
Lyon!
Gdyby nie ty nie uświadomiłabym sobie jak bardzo byłam raniona i jak bardzo ja raniłam.
Gdybym się wcześniej zorientowała, nie było by za późno tak jak jest w tym momencie.
Gdybym otworzyła oczy wcześniej, mogłabym cie kochać, lecz teraz tego nie potrafię…
Gdybym tylko potrafiła żyć jasnością chwili.
Ofiaruje ci miłość jak  mi pozostał, uczucie przekazuje w mój sposób.

Zgniótł papier i rzucił go przed siebie.  Tym razem nie mógł powstrzymać łez złości i bezsilności.  Opadł na kolana i schował twarz w dłoniach.
- Dlaczego ? Dlaczego moja miłość i chęć twoje miłości do mnie cie zabiła ?!






***********************************
Krótkie, ale jest xD
Wybacz Księżniczko Runo, nie miałam weny na komedie. 
Ostatnio nie mam weny na pisanie... I chyba nie tylko ja na tym blogu xD
Ale zrobiłam kawusie i wzięłam się do pracy. 
I jest dramat xD 
Wybacz :<

sobota, 21 listopada 2015

Lucy x Mirajane dla Sinister



Nowy dzień rozpoczynał się  zawsze- kłótnią jej i Dragneela. Niestety kończył się tak samo… Każda sprzeczka wywoływała w niej mieszane uczucia, w szczególności był to smutek i bezsilność. Najgorszy ból sprawiały jej słowa Natsu, które ciągle krążyły jej w myślach: „ Tak naprawdę, to tylko mi zależy na tym związku… Ja o ciebie walczę, a ty patrzysz na tą sprawę, jakby nic nas nie łączyło...  Nie zależy ci, więc po co ci to dalej ciągnąć?” W tamtej chwili odpowiedziała mu milczeniem, jak w większości ich rozmów. Nie potrafiła mu wyjaśnić, jak jest  dla niej ważny.  Zależało jej, ale w inny sposób…
Weszła do gildii, po czym pokierowała się w stronę baru. Usiadła, na jednym z siedzeń. Zaczęła rozglądać się za różowo-włosym, jednak nie było nigdzie w pomieszczeniu. Pewnie nadal trawił ich dzisiejszą  wymianę słów…
- Coś ci podać, Lucy?- Usłyszała głos Miry, która z Nienacka pojawiła się obok niej. Jej białe loki, opadały na jej ramiona, a szare oczy lustrowały ją wzrokiem. Uśmiechała się jak zawsze,  dzięki temu ciepłemu wyrazu twarzy, poczuła się lepiej. Odwzajemniła słaby uśmiech. Ubrana była w czerwoną sukienkę, która sięgała jej za kolana. W prawej dłoni trzymała tacę, a na niej stały cztery opróżnione szklanki
- Nie, dziękuje- powiedziała- W sumie to przyszłam do ciebie.
Od jakiegoś czasu zżyła się z Mirą. Lubiła z nią rozmawiać  i przebywać. Mogła ją na spokojnie nazwać swoją najbliższą przyjaciółką. Niestety, od większości osób odsunęła się. W tym momencie nie chciała przebywać z  nikim z ich paczki. Przebywanie razem było niezręczne, ponieważ jej relacje z Salamandrem wpłynęły na całą drużynę…
- O co chodzi?- spytała biało-włosa i przysiadła się obok niej. Odstawiła tacę na blat i spojrzała poważnie na blondynkę.- Natsu?
Przytaknęła.
- Znowu jest to samo, dziś rano… znowu się pokłóciliśmy. Natsu twierdzi, że go nie kocham, a jest przeciwnie. Nie wiem co zrobić…- Patrzyła na twarz dziewczyny, czekała na jakąkolwiek odpowiedź.
- Nie wiem Lucy. Ciągle się kłócicie i ranicie nawzajem… nie lepiej skończyć ten bezsensowny związek. Może i go kochasz, ale nie tak mocno jak on ciebie, to uczucie mu nie wystarcza. Tobie też nie. Zrób coś z tym-odparła, po czym wstała. Wzięła tacę i powędrowała  w głąb kuchni.
Ma rację. Musi coś zrobić, dla dobra ich obojga… Musi skończyć to wszystko, musi powiedzieć  Natsu, że to koniec…

~*~

Czekała na różowo-włosego na obrzeżach Magnolii. W ich ulubionym miejscu, to było ich miejsce…  Mały lasek. Wokół niego rosły drzewa i krzaki, więc nikt ich tu nie widział. Zaś na nich gościły różne ptaki, które nuciły piękne piosenki. Pośrodku stała mała brązowa ławka, którą powoli pochłaniała rdza. Obok niej stał prowizoryczny stoliczek, zrobiony z pnia dębu. Rozejrzała się dookoła. To tu przeżyła wiele ważnych chwil, więc tu będzie trzeba z nimi skończyć…
  Po chwili przyszedł Natsu. W ciszy zbliżał się do niej. Dwa metry od niej przystanął i zaczął lustrować ją wzrokiem.  Czekał, aż to ona zacznie rozmowę, w końcu to sama go tu ściągnęła.
-Dziękuje, że przyszedłeś- powiedziała- Chciałam porozmawiać o nas.
- Wreszcie- Uśmiechnął się- Myślałem, że nie będziesz chciała już tego związku, ale…
Bardzo nie chciała przerwać mu, ale musiała. Nie chciała by łudził się, że cokolwiek może między nimi być…
- Natsu, nie…- wyrwała.- Nie możemy być razem, bo ranimy siebie nawzajem.-powiedziała szybko i spojrzała na jego zdziwioną minę.
- Myślałem, że mnie kochasz…- szepnął, po czym zrobił jeden krok w tył.
- Bo tak jest. Ale kocham cie w inny sposób, niż myślisz-odparła. Patrzyła na jego bladą twarz. Oczy zaszkliły się, a usta otworzyły. Jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zamknął je i bez słowa odszedł, pozostawiając ją samą.
Nie próbowała go zatrzymać, choć chciała za nim pobiec i powiedzieć, że żartowała, że… to była pomyłka. Przed jej oczami ciągle wirował obraz jego twarzy…
Usiadła na ławce. I zaczęła o nim myśleć, teraz pewnie jej nienawidzi i nigdy na nią nie spojrzy…  Czuła się okropnie. Zraniła go...  Schowała twarz w dłoniach.
- Lucy…
Podniosła głowę do góry. Przed nią stała Mira.
- Rozmawiałaś z nim…
Przytaknęła i wbiła wzrok w ziemię. Biało – włosa przysiadła się obok niej i zaczęła gładzić jej plecy dłonią.
- To było okropne. On myślał, że chcę się pogodzić, ale… przerwałam mu i powiedziałam ,że chcę końca. Był zaskoczony. Oczy mu się zaszkliły i… odszedł w milczeniu! Natsu mnie nienawidzi!- wrzasnęła i spojrzała na zatroskaną twarz Strauss.
- Nie obwiniaj się, nie ma po co… -powiedziała- Nie mogę patrzeć jak cierpisz. Jak twoje usta mówią tylko o nim. O tym, którego nie kochasz. A widząc to, ból przeszywa moje serce.
- Mira… -szepnęła.
- Nie mogę patrzeć na twoje nieszczęście, bo cie kocham…- powiedziała, po czym złożyła namiętny pocałunek na ustach blondynki.
Zdziwiona wpatrywała się dziewczynę, która ją całuję.  Nie miała nic przeciwko temu, czuła się dobrze… Zaskakująco dobrze.  
Odwzajemniła pocałunek, a później następne.  Całując Mirę, zaczęła myśleć o całym zajściu z Natsu. Czyżby nie układało się jej tak dobrze z nim, bo… Mira była obok ? Bo nieświadome uczucie do niej, było większe, niż do Dragneela ?
- I jak się czujesz?- spytała biało-włosa i czekała  na jej odpowiedź.  Nadal się uśmiechała.
- Zaskakująco… dobrze- powiedziała.

~*~

Cała sytuacja z Mirą dała jej powód do przemyśleń. Każda chwila z nią spędzona, dawała  jej o wiele, wiele więcej radości, niż spędzona z  Natsu. Każdy pocałunek, który złożyła na jej ustach, był cieplejszy i słodszy od różowo-włosego.  Każda myśl o niej, przyspieszała bicie jej serca. I dopiero teraz zauważyła to uczucie…

Dlatego nie całe dni po zdarzeniu. Spotkała się z Mirą i podczas rozmowy,  wszystko sobie wyjaśniły. Teraz są razem i ma powody do szczęścia.  Jednak nadal czasami rozmyśla o Natsu , swojej pierwszej miłości. Jednak to, na pewno jej przejdzie. Bo obok niej jest nowa  miłości.




********************************
Wybaczcie to moje pierwsze yuri xddd Nigdy nie podejmowałam się pisania, tego gatunku, bo nie chciałam. 
Mam nadzieję, że jakoś to wyszło ^_^
Sinister, wybacz, nie miałam weny na komedię :< 




środa, 21 października 2015

Loki x Lucy dla Haku

"Wiara czyni cuda"


~*~


Weszła do gildii i natychmiastowo przystanęła. Wokół tablicy ogłoszeń zebrała się gromada magów. Zaciekawiona, podeszła do zgromadzonych. Przecisnęła się przez tłum i spojrzała na ogłoszenie. Jednak nie była do ciekawa i bardzo opłacalna misja, na którą liczyła, iż dawno nie była na żadnej... Była to informacja o zbliżającym się konkursie śpiewu i to tu w gildii. Samo to zdanie wprawiło ją w ogromne zdziwienie. Nie sądziła, że w gildii mogą odbywać się takie konkursy.
Wczytała się w szczegóły. Do turnieju mógł przystąpić para- dziewczyna i chłopak, którzy współpracują, śpiewają w duecie wybraną przez siebie piosenkę. Tylko taki był warunek uczestnictwa. A co najlepsze, dla zwycięskiej pary, czeka nagroda pieniężna.
Nagroda bardzo ją przekonała na udziału w imprezie, ale i również doskonały pomysł śpiewania w parach. Jej głos nie był najgorszy, więc od razu zdecydowała, że wystąpi w uroczystości. Wszystko zapowiadało się świetnie, jednak przyszła czas na pewien kłopot. Nie miała partnera do wystąpienia.
Na myśl przyszedł jej od razu Natsu, lecz, jego głos nie był przeznaczony do śpiewu. Wył gorzej niż kot, którego obdarto ze skóry... Na Greya nie mogła liczyć, wiedziała, że zapewne będzie w parze z Juvią... Nie mogła liczyć na resztę chłopaków w gildii, albo mieli już partnerkę albo ich głos odmawiał współpracy z jej głosem...
Zrezygnowana wyszła z gildii i poszła do domu. Miała nadzieję, że tam wpadnie na dobry pomysł. A przynajmniej taki, który wyjdzie na jej korzyść.
Po niecałych pięciu minutach znalazła się w swoim mieszkaniu. Weszła do swojej sypialni i padła na łóżko. I ponownie zaczęła rozmyślać o konkursie i partnerze, którego nie ma...
- Czy jest ktoś w gildii kto umie śpiewać...- powiedziała i wbiła wzrok w biały sufit pokoju.
- Śpiewać mawiasz...- odparł męski głos.
Zerwała się do pozycji siedzącej i spojrzała na postać stojącą w progu pomieszczenia.
- Loki, co ty tu robisz?- spytała- Nie wzywałam cie...
- Przybyłem ci pomóc-rzekł pewnie i uśmiechnął się.- Wiem, że szukasz partnera do śpiewu. A ja umiem śpiewać...- Podszedł do łóżka i usiadł obok niej.- Mam nadzieję, że skorzystasz z tej propozycji, a jeśli nie... To wrócę do siebie.
Propozycja była bardzo kusząca. Tym bardziej, że  Loki sam się zaoferował. Tylko problem był jeden, nie słyszała jak śpiewa.
- Przypuśćmy , że się zgodziłam, ale muszę usłyszeć jak śpiewasz- odparła.
Na zawołanie, chłopak zanucił balladę. Jego głos był naprawdę cudowny. W każdym dźwięku słychać było jego  uczucia... Wsłuchała się w słowa smutnej piosenki i odpłynęła. Dopiero po chwili, do rzeczywistości przywrócił ją chłopak, który skończył utwór.
- I... Może być ?
- Jest dobrze-powiedziała. Nie chciała by się przechwalał swoim głosem...
  Od razu wybrali piosenkę: Hallelujah. Piosenka była lekka i spokojna, co bardzo pasowało do jej głosu i rudo- włosego.  Ich głosy wymieniały się co zwrotkę, by mieć chwilę do popisu, aż wreszcie łączyły się w refrenie. Myślała, że pójdzie o wiele gorzej z ich próbami, lecz szło świetnie. Potrafiła doskonale dogadać się z Loki, choć jego przelotne próby flirtu, były nie potrzebne.  Gdy spotykała Lwa coraz częściej, czuła, że wcześniej zupełnie go nie znała… A teraz poznaje jego historię od nowa. Był jej Gwiezdnym Duchem nie od dziś, a tak mało o nim wiedziała,  więc postanowiła to zmienić…
  Próby zawsze zaczynały się i kończyły tak samo, wymianą prostych słów, których wzajemnie słuchali. Choć śpiewali takie spokojne słowa, to nigdy nie była spokojna atmosfery. Może to przez Lokiego, który zawsze ją rozweselał ? I płakała ze śmiechu... W duchu  mu za to dziękowała.  Gdyby nie to, że klejił się do każdej dziewczyny jaką spotka, byłby wspaniałym chłopakiem, który potrafi słuchać, doradzać  i być perfekcyjnym romantykiem…


~*~


Punktualnie, o dziesiątej, zjawił się w domu Lucy. Czekała ich próba generalna, iż występ czekał ich za dwie godziny. Nie chciał jej zawieźć, bo zależało mu na niej. Choć był jej Gwiezdnym Duchem, a ona uważała go za przyjaciela i tak starał się o jej względy… W tę sposób mógł spróbować zbliżyć się do niej.
- Lucy-powiedział- Jestem.
Usłyszał tupot stup i blondynka zjawiła się w progu drzwi. Ubrana była w swój codzienny strój. Czyli prostą bluzkę na ramiączka w kolorze białym i niebieskimi, również miała na sobie niebieską  spódniczkę i czarne, długie kozaki. Miała w prawej dłoni  trzy pary koszuli na długi rękaw, a w lewej, dwie pary spodni.
- Dziś, występ, więc trzeba cię odpowiednio do niego ubrać. –Uśmiechnęła się, po czym  rzuciła chłopakowi pierwszą koszulę i parę spodni.
Zaskoczony złapał ubrania. Spojrzał na nie, a potem na  Heartfilie.
- Gdzie mam się przebrać ?-spytał i rozejrzał się po sypialni dziewczyny.
- W korytarzu, po lewo jest łazienka- powiedziała.
  Zgodnie ze wskazówkami powędrował korytarzem i zatrzymał się przy pierwszych drzwiach po lewej stronie. Otworzył je i wszedł do środka.  Od razu powaliła go jasność pomieszczenia. Lśniąca wanna, umywalka… Czystość i świętość łazienki... to w końcu miejsce przygotowań każdej dziewczyny...
  Położył ubrania na płytkach, po czym zaczął ściągać garnitur i ubierać w żółtą koszulę w czarną kratę i czarne spodnie. Przejrzał się w lustrze, wyglądał całkiem nieźle…  powędrował do drzwi. Otworzył je i poszedł  do sypialni.  Tam czekała już Lucy. Podeszła do niego.
- Obróć się- zażądała.
Wedle żądania obrócił się i uśmiechnął się do niej.
- Wyglądasz… nieźle- powiedziała i spojrzała mu w oczy.
Również wpatrywał się w jej oczy. Były przepiękne. Wspaniały kolor brązu, w którym można się zatracić… Dłonią do tchnął jej podbródka, po czym musnął jej wargi, swoimi. Chciał złożyć na jej ustach pocałunek, jednak dziewczyna  odsunęła się od niego.
- Wrócimy do przymierzania ubrań na występ…- rzekła i wręczyła mu następną koszulę i jeansy.
 Od tego momentu nie zamienili ze sobą nawet słowa. Przymierzał ubrania w ciszy i pokazywał się blondynce, która czasem przytakiwała zadowolona głową, a czasem nią kręciła... Gdy skończyli  pożegnał ją i wrócił do siebie. Nie mógł znieść tej beznadziejnej ciszy między nimi, a to wszystko przez niego... Jednak nie mógł oprzeć się pokusie pocałowania jej czerwonych ust, to za wiele go kosztowało. Tak bardzo pragnął się do niej zbliżyć, a teraz są dalej niż byli na samym początku...


~*~

Stała za kulisami prowizorycznej sceny, położonej na środku gildii. Przedstawiało mały bilbord, o niebieskim  tle, na którym był zawieszony napis " Konkurs Utalentowanych Par". Par... nie podobało się jej to znaczenie... Wszystko się skomplikowało przez zachowanie Loki'ego. Miała mieszane uczucia do wydarzenia, które ich łączyło. Jednocześnie czuła się wspaniale. Bo poznała go i była pewna, że jest świetnym chłopakiem. Jednak problemem były jego maślane oczy, do każdej napotkanej dziewczyny, a nie chciała marnować czasu, na bezsensowny związek, poza tym nie chciała czuć się skrzywdzona... I to przez swojego Gwiezdnego Ducha. Nie  chciała mieć jak na razie z nim kontaktu, po występie ich drogi rozejdą się na jakiś czas. Nie będzie go przyzywać, bo każda myśl o nim, daje jej zastrzyk energii i nie zrozumiałego uczucia...
 Westchnęła. Przejrzała się w lustrze, specjalnie postawionym dla występujących. Ubrana była zwyczajnie... Miała na sobie czerwony sweterek i jansowe spodenki.  Włosy miała rozpuszczone. Nie malowała się, bo ceniła w sobie tą naturalność.
 Rozejrzała się zaniepokojona. Nie było nigdzie widać Loki'ego. Jej przestraszony wzrok wodził po całej gildii, ale nie widziała go. Obiecał, że sam przyjdzie, a klucze zostawiła w domu. Nie sądziła, że dziś się jej przydadzą...Nie sądziła, że on ją zawiedzie... Bardzo na niego liczyła. Tym bardziej, że na widowni jest multum magów, głodnych rozrywki. A samymi jurorami był, rzecz jasna mistrz, Erza, co bardzo ją zadziwiło, bo bardzo kocha takie konkursy i Porlyusica, która nie codziennie bywa w gildii. Nie chciała zbłaźnić się przed wszystkimi. Odkręciła się gwałtownie, zrobiła jeden krok do przodu i wpadła na jakąś osobę.
- Gdzie się tak śpieszysz ?-spytał rozmówca.
Znała ten głos... Podniosła głowę do góry, patrzyła wprost w oczy Lwa. Mimowolnie zrobiło się jej gorąco... Czyżby się rumieniła ?
- S-szukać cię...- wydukała.
- Nie trzeba- powiedział- Jestem. i za chwilę wchodzimy, więc przygotujmy się.
Przytaknęła. Spojrzała na jego ubiór. Dała mu wybór stroju, a wybrał pierwszy komplet, wybrany przez nią. Żółtą koszulę w czarną kratę i czarne spodnie, a do nich buty od garnituru. Jego włosy były zaczesane tak jak zwykle,  również i tym razem miał założone okulary. Wyglądał dobrze... nie mogła bardziej wysilić się nad komplementami, bo po prostu nie mogła znaleźć innych słów...
Po chwili wywołali ich na scenę. Śpiewali dokładnie tak jak na próbie, czysto i zgranie. Gdy skończyli, publiczność nagrodziła ich brawami, po czym zeszli ze sceny, a weszła na nią następna para. 
Stali koło siebie, w ciszy. Choć chciała się od niego odseparować, to wszystko przeminęło dzięki , ich wspólnemu wystąpieniu...
- Wyszło nam genialnie-powiedziała i posłała mu uśmiech, jednak on nawet na nią nie spojrzał.
- Tak, całkiem nieźle...-odparł- Wyglądasz ładnie...-powiedział, nadal na nią nie patrząc.
- Dziękuje.
Na tym skończyła się ich długa rozmowa. Po następnych minutach ciszy i patrzeniu na występy konkurencji, nie wytrzymała i się odezwała.   
- Dlaczego jesteś taki dla mnie?-spytała. I po chwili zrozumiała co powiedziała. Stłumiała resztę żalu na niego i gniewu. Zamknęła usta i wbiła wzrok w podłogę.
- Myślałem, że chcesz by tak było...-powiedział- Gdy chciałem cię pocałować, odsunęła się ode mnie i nie odzywała się... Więc powiedz, jak miałem to odebrać ?
- Byłam zszokowana i zmieszana tym wszystkim... Bo sama nie wiedziałam, właściwie co się stało, ale teraz wiem- odparła pewnie.
- To znaczy?- spojrzał na nią. Czekając na odpowiedź.
Słowa nie umiały płynąć z jej ust, jak zawsze. Więc podeszła do niego i pocałowała go. I powiedziała.
- To.
Uśmiechnął się.
- Wiara czyni cuda...-szepnął.
- Co...?- spytała.
- Nic, nic.- Posłała jej tajemniczy uśmiech.
Czekali w ciszy na werdykt. Tym razem nie była to cisza, która dzieliła ich. Tym razem ich łączyła...
Na scenę weszła Erza i ogłosiła wyniki. Ta wieść powinna ją bardzo ucieszyć, jednak nie dała jej tej satysfakcji. Satysfakcje dał jej Gwiezdny Duch stojący obok niej.





********************************

I jest ~!
Wybacz Haku, że tak późno, ale...ale nie mam wymówki xD
Mam nadzieję, że będzie ci się podobać >.<





 


 

sobota, 22 sierpnia 2015

Gajeel x Levy dla Hikari

" Patrzmy na to, jak na zwykły flirt, nie miłość"


~*~

W  owym czasie był bardzo popularny motyw mienia chłopak lub dziewczyny, jednak takie rzeczy zbytnio ją nie interesowały. Choć sama chęć zdobycia tego, pierwszego, którego pokocha nie dawała jej spać... 
Nie chciała pokazać, że jest dziewczynom, która szuka młodzieńca tylko z tego powodu, żeby być fajnym. Jednak Lucy nie dawała jej spokoju, ciągle powtarzając. "Jak genialnie jest mając koło siebie osobę, która cie kocha". Przez co chciała spróbować smaku  związku, którego jeszcze nigdy nie poznała na własnej skórze. 
Ochota poznania przez nią kogoś nowego zgasła, przez blondynkę, która chciała wyciągnąć ją na spacer z nią, Natsu i "kolegom" jej ukochanego. Rzecz jasna odmówiła, jednak Heartfilia nie dała za wygraną i przekonała ją do zmiany zdania. Tak więc zgodziła się i wylądowała przed domem Lucy, czekając na nią by mogły ruszyć. Po kilku minutach strojenia się dziewczyny pomaszerowały w stronę parku Magnolii, na umówione miejsce ich spotkania.
Nie wiedziała co ma sądzić, znała Natsu, nie był złym typkiem, ale głupim owszem. Miała nadzieję, że nie trafi się jej nikt podobny, a chodziło jej głownie o inteligencje. 

~*~

Czekał w spokoju, aż przebędą dziewczyny i ta jedna, którą ma poznać. Nie miał ochoty na związek, bo był on samym utrapieniem dla każdego mężczyzny...Jednak Dragneel musiał jak zawsze wkurzać go swoją gadką, więc zgodził się dla świętego spokoju. 
- Są!- wrzasnął Natsu, po czym wskazał na ścieżkę przed nimi. 
Szły w ich stronę dwie postacie, podeszły do nich i się zatrzymały, a właściwie niebiesko-włosa dziewczynka. Zaś blondynka rzuciła się na różowo-włosego, o mało co, go nie obalając na ziemie. 
- Cześć- powiedziała niebiesko- oka- Jestem Levy.
- Ta, jestem Gajeel.- odparł.
Nie chciało mu się gadać, a nie chciał być chamski dla tej Levi. Wydawała mu się tak krucha i delikatna. Tym bardziej, że była mała. Nie chciał takiej za dziewczynę, najchętniej to by się zmył.
- Wiecie- zaczęła Lucy- Idę z Natsu po coś do picia, a wy poczekajcie, ok? -odparła. Nawet nie czekała na ich odpowiedź, złapała Natsu za rękę i pobiegła przed siebie.
- Lucy!- wrzasnęła niebiesko-włosa. 
Jednak dziewczyna już pobiegła.
- Szczerze, skoro poszli, to może my też rozejdźmy się do domów-zaproponowała.
Spojrzał na nią. Większość dziewczyn nie odchodziła tak po prostu od niego, tylko ciągle na niego gapiły. I wkurzały go zbędnymi pytaniami, więc Levy zainteresowała go... Chciał zobaczyć jaka ona jest i przekonać się w najlepszy możliwy sposób...
Bez słowa podszedł do niej i pocałował ją, po czym spojrzał na jej czerwoną twarz. 
- C-co ty robisz...?!-wydukała.
- Nic, sprawdzam coś.- odparł.- Skoro przyszłaś się tu zemną spotkać to pewnie szukasz chłopka. Więc może chcesz spróbować ?
Nie odpowiedziała nic.
- Więc to prawda ?- Uśmiechnął się- Czy zaszkodzi nam trochę zabawy. Patrzmy na to jak zwykły flirt, nie miłość.-rzekł.
- Zgoda. Nie będziemy bawić się w miłość-odparła.- Ale i tak idę do domu-powiedziała.
- Dobrze,  jesteś wolnym człowiekiem, a mogę cie nawet odprowadzić...-Uśmiechnął się.
I tak zaczęli iść przed siebie w nastrojowej atmosferze.

~*~


Cały układ z  Gajeelem był dość dziwny, lecz podobał jej się. Była z reguły, ciekawa nowych doświadczeń, więc mogła spróbować związku w którym nie ma miłości, a potem bez żadnych przeszkód zakończyć go, będąc szczęśliwa.
Jednak kłopoty zaczęły się na samym początku…  A właściwie dziwne spojrzenia na nią i wysokiego dryblasa mającego pełno kolczyków na twarzy. Przy jej wyglądzie wyglądał jak „godzila z czarnego wymiaru”…  A przynajmniej stwierdziły tak dziewczynki przechodzące tuż o bok nich… Na to brunet chciał zaproponować im przelot po niebie i lądowanie w  kosza na śmieci, jednak dziewczyna zdołała go powstrzymać…
Drugi. Głupie pytania na temat jej „związku” z chłopakiem.  A było ich pełno, więc zaczęły ją irytować ciągłe odpowiedzi.
Trzeci. Raptownie większość dziewczyn w szkole, ale i w mieście zaczęło patrzeć na nią krzywo, lecz nie dała się im, choć nie było to łatwe przy wytatuowanych i umięśnionych byłych Redfoxa.
Czwarty. Nie nadszedł, jednak była pewna, że będzie ostateczny i dokopie jej najmocniej.
Po dwóch tygodniach spędzania czasu z chłopakiem, przyzwyczaiła się do jego wrednej natury, a on do jej natury mola książkowego, więc byli kwita. A przynajmniej on tak sądził…
Choć był to udawany związek, zabierał ją na spacery, do kina czy restauracji. I był dla niej miły. Chciał zrobić dobre wrażenie, więc była pewna, że zbliża się nie ubłagany koniec ich układu.  Była na doskonale przygotowana, choć lubiła z nim przebywać. I właśnie w ten sposób potwierdziła słowa przysłowia „Nie oceniaj książki po okładce”. Choć Gajeel był wyskoki, umięśniony i chodził w podartych ubraniach i miał pełno kolczyków na twarzy, dało się go lubić. A właściwie jego charakter, który był niczego sobie. Był inteligentny, choć strasznie impulsywny…

~*~

Zwykły zabawa w jakiś dziwny sposób przerodziła się w jego obowiązek. Powoli zaczął lubić niebiesko- włosą bardziej niż przyjaciółkę, jak na udawany związek. A uświadomił sobie to o kilka dni za późno. Stawał się zazdrosny o głupich chłopaków rozmawiający z nią, jednak nie mówił nic by nie wyjść na durnia. Więc wiedział co musi zrobić. Zakończyć to teraz i raz na zawsze.
Ta dziewczyna zaczęła go zmieniać, a on nie widział w tym żadnego problemu…
Wziął telefon i napisał do dziewczyny.
   Spotkajmy się w parku, chciałbym z tobą porozmawiać.
                                                ~Gajeel
Wiedział, że najlepiej zakończyć to  wszystko w miejscu w którym się to zaczęło…

~*~


Odczytała wiadomość od chłopaka. I samowolnie zaczęła się zbierać na spotkanie z nim. Wiedziała co oznaczają te słowa, koniec… I dobrze wiedziała, że on nastąpi, więc nie musiała martwić się o takie rzeczy. Porozmawia z nim i wróci do normalnego trybu życia, jednak nie będzie jej łatwo po dwóch miesiącach przebywania z nim…
Schowała telefon do kieszeni, po czym zbiegła na dół i zaczęła się ubierać. Założyła trampki i nałożyła na szybko kurtkę, po czym wyszła z domu maszerując wprost do parku, na krótką rozmowę.
Powoli zmierzała w kierunku miejsca ich spotkania, przy czym zachwycała się pięknem jesieni. I chłodnym powietrzem, które przepływało przez jej płuca, dając jej uczucie świeżości. Choć na dworze było zimno, było jej strasznie gorąco… Więc przyspieszyła kroku by mieć wszystko za sobą.
Po niecałych pięciu minutach dotarła na miejsce i od razu zobaczyła przed sobą Gajeela ubranego w kurtkę, shorty i glany, jak zawsze. Uśmiechał się do niej smutno.
- Cześć-powiedziała- Czyli kończymy…?
Zaskoczony spojrzał na nią i przytaknął.
- Mi się już znudziło, za pewne tobie też… - odparł- Więc po co dalej ciągnąć ?
- Racja- Przytaknęła. –  To żegnaj- powiedziała i odkręciła do niego plecami.
Zaczęła iść przed siebie, jednak zatrzymała się.
- Mam nadzieję, że będziemy przyjaciółmi – powiedziała i odkręciła do niego. Patrzył prosto na nią z zaskoczeniem.
- Tak, będziemy.
Odkręciła się ponownie i zaczęła maszerować w stronę domu. W tym momencie zrobiło jej się zimno, a po jej twarzy zaczęły spływać krople deszczu. Podniosła głowę do góry i w tedy zrozumiała, że to są jej gorzkie łzy.  Wtarła twarz, po czym podeszła do najbliższej ławki i usiadła. Po prostu zaczęła szlochać.
 Po kilku minutach płaczu, usłyszała głos.
- Czemu płaczesz? –spytał nieznajomy.
- Rozstanie boli, nawet te nie prawdziwe…- szepnęła i podniosła głowę do góry. Ku jej zaskoczeniu przed nią stał Gajeel.
- A więc, zależy ci ?- Uśmiechnął się.- Bo…
- Po co tu przyszedłeś by się ze mnie naśmiewać !
- Nie dałaś mi dokończyć. Bo mi tak- odparł i pocałował ją w usta.

~*~

- Człowiek uświadamia sobie wszystko co ważne, gdy jest za późno. Jednak w przypadku głupiego chłopaka, na szczęście tak nie było- powiedział i wytarł jej twarz, która była mokra od łez.
Nadal nie rozumiał tej małej istoty siedzącej o bok niego. Myślał, że nakrzyczy na niego, jak zawsze… jednak po prostu wtuliła się w jego tors i powiedziała.
- Każdy idiota ma szczęście.



  Znalezione obrazy dla zapytania gajeel x levy tumblr

****************************
Nie jest on dosłownie taki jaki chciałaś Hikari, ale zakochują się powoli, a przynajmniej powoli sobie to uświadamiają xd
Więc mam nadzieję, że ci się podoba >.<